NADCHODZI ZAĆMIENIE

Zastanawiało mnie dlaczego wczoraj czułam taką beznadzieję, smutek i ogarnęło mnie poczucie całkowitej izolacji, zamknięcia, odcięcia od świata. Bardzo nietypowe dla mnie wrażenie. Symbolicznie przyszedł też sen o podróży pociągiem z niezliczoną ilością dzieci, niestety nie wszystkie mogły udać się w podróż było ich tak dużo. Gaworzyły o Wodniku, ot tak. Kiedy patrzyłam na te 6-ścio latki z takim znawstwem mówiące o astrologi, tylko się uśmiechałam pod nosem. Dotarliśmy na miejsce, okazało się że nie ma mojej walizki. Są dokumenty ale rzeczy zniknęły. Ktoś zabrał. Szukałam jak szalona ale prawdopodobnie odleciały z kimś samolotem. Nawet nie mogłam reklamować, bo w PKP kwitów bagażowych nie dają. Stanęłam smutna że straciłam to wszystko ale przyszła też myśl że właściwie to może jest już mi to niepotrzebne.
I konkluzja. Wczoraj była trzecia kwadra Księżyca. Ingrid. Królowa Mieczy. Północna Siła, Nieustępliwy Wiatr.
Symboliczne stracenie przez Księżyc bagażu cyklu w którym obecnie jest. Przygotowanie do nowego. Będzie zaćmienie i to w transformującym i niszczącym znaku Skorpiona. Skoro tracę bagaż należy przygotować się do mocnego reset. Tylko trzeba się pogodzić z utratą kilku plików 🙂
Życzę wszystkim powodzenia, łatwo nie będzie lecz czasami należy odpuścić sobie zbędności.

 
 
Reklamy

CZY PISANKI TO WYŁĄCZNIE WIELKANOCNA TRADYCJA ?

Trochę spóźniony to wpis, zważywszy że święto  które chcę opisać dotyczy czasu równonocy wiosennej – ALBAN EILER czyli ŚWIATŁO ZIEMI

Jednak nie do końca to wpis nie na czasie,  ponieważ malujemy pisanki.  Wielkanoc  od dawna właśnie z nimi się kojarzy. Lecz czy powszechnie wiadomo że tak na prawdę tradycja zdobienia jajek nie pochodzi z chrześcijańskiego rytuału ?.

Święto wiosny, nadejście panowania cieplejszych dni, to klimat tego święta. Radość zmartwychwstania nowego życia. Trudno jest mi tę chwilę kojarzyć z religią. Ponieważ jej źródło jest naturalne. Rodzi się w Nas a nie w doktrynie.

Zresztą czas określający świętowanie tego momentu to pierwsza niedziela po pełni księżyca, ze słońcem w znaku Barana. Możliwe, że właśnie z tej pozycji Słońca wzięło się rytualne ofiarowanie baranka, w imię przyszłych dobrych plonów. Dla urodzaju obficie spływającego na Nas w nadchodzącym właśnie roku nowej wegetacji.

W tradycji celtyckiej, ten czas, moment w budzeniu się natury, nazywano Alban Eiler. Było to jedno z ośmiu świąt przez nich obchodzonych, a właściwie sabatów. Magiczny moment odsłaniania kurtyny, za którą istnieją inne eteryczne światy. Jakby dotykanie między czasu. Wejście w jedną z ośmiu bram sezonów, podczas których możemy swobodniej  dostać się do naszych eterycznych pokładów.  Był to moment kiedy można było znaleźć most pomiędzy wymiarami i dzięki magii wysłać życzenia spływające później na nasz los.

Jutro, czyli 6.04.2012 o godzinie 21:19  przeżyjemy kolejną pełnię przed zmartwychwstaniem. Nasze przygotowania do świąt zostaną zakończone..

Z celtyckich tekstów mamy taki oto opis tego święta.

Kiedy długość dnia i nocy są takie same, wiosna oficjalnie rozpoczyna swoja wędrówkę. Gniazda ptaków i jajka symbolizują nasienie zamieszkałe w Bogini Naturze. Rośnie ono i zwiastuje nadejście odrodzenia. Jaja ptaków są kolorowane i zjadane z okazji pojawienia się dziecięcia  z Łona Bogini w tym okresie.

W tym momencie, w momencie narodzin Syna Bogini, Ona przechodzi z powrotem w stan dziewictwa. W oblicze Boand lub Sophii. Wraz z Ojcem Dagdą, świętuje narodziny ich dziecka. Wraz z Nimi do stołu zasiadają wróżki i duchy przyrody. Dlatego tradycją tego czasu jest pozostawianie jedzenia na zewnątrz dla zamieszkałych domostwa i ich okolice duchów.

To chwila kiedy siły dnia, światłość, pokonuje siły ciemności, noc. Choć w danym momencie ich moce się równoważą .  Jakby się siłowały.

Formą świętowania tego dnia, było zrobienie pierwszej orki. Oznaczało to bowiem zmartwychwstanie ziemi po długim zimowym śnie, zimowej nocy. Inaugurując w ten sposób nowy sezon płodności. Przekraczanie czoła gleby , jako symbolu własnego związku z ziemia , było jednym ze sposobów świętowania.

Domy, latarnie, paleniska i oczywiście dzieci otrzymywały coroczne błogosławieństwo ziemi w tym dniu.

Gospodarskie zwierzęta wyprowadzano na pokrywające się właśnie zielenią wzgórza, by mogły swobodnie pić wodę z górskich strumieni. Miało to na celu ich oczyszczenie, symboliczne wzmocnienie, przed czasem wzmożonej letniej pracy na roli.

Gałązki jarzębiny złożone w krzyż równoramienny ,umieszczone nad drzwiami, w całej pogańskiej Europie ,symbolizowały ochronę Bożą z tego świata. To były magiczne ołtarze.

Jeszcze dawno przed nastaniem kultury Celtów, święto to było obchodzone przez ludy megalityczne Wielkiej Brytani.

Starożytni Gresy, Rzymianie a nawet Majowie czcili tem czas w rocznym biegu słońca.

Persowie nazywali go NAW RAZ- Nowy Rok.

Wiosna oficjalnie się w tym dniu rozpoczyna . Ziemia wydaje blask z rosnącego ponownie w sobie życia.

A przynoszące prezenty króliczki, tak na prawdę pierwotnie były paziami wiosny. Zwiastowały jej przybycie.

BÓSTWA: Boand- Dagda – Lugh

KOLORY: wszystkie pastele

RYTUAŁY : Malowanie/Zbieranie jaj ptasich, obserwacja ornitologiczna

SYMBOLE : Królik, pisklę, jajko, pisanka.

SAKRALMNA ŻYWNOSĆ NA TEN DZIEŃ: lekka, ryba, cukierki, cukier klonowy jajka , słodkie ciasto i pieczywa.

ZIOŁA: Pięciornik ,Dereń, Lawenda, Wiciokrzew, Irys, Jaśmin, Róża.  

Tak dla wspólnej informacji jak ktoś Wam powie że królik to pogański symbol, spytajcie wówczas czym w takim razie jest …… pisanka .

DYSPOZYTOR KOŃCOWY i nie tylko

W tym artykule chciałabym określić, jak pokazać główne źródła siły i słabości ludzkiej osobowości za pomocą  budowania planetarnych łańcuchów i pokazując cztery najgłówniejsze planety w Horoskopie. Oczywiście to nie wystarczy by w pełni stworzyć psychologiczny obraz człowieka.

Dyspozytora końcowego określa się  podążając za władctwem zodiakalnym planet . Również można go określić analizując władctwo w poszczególnych sektorach. Przeważnie taka planeta jest w domicylu, czyli włada znakiem lub domem. Czasami jest to więcej niż jedna planeta, może to być pętla lub wzajena recepcja. Określenie takiego dyspozytora daje specjalny akcent na planetę spełniająca takie zadanie w  horoskopie. Jest energią spinającą cały układ. Dodatkowy, uzupełniający obraz można stworzyć po przez inne sieci, dyspozycje podążając za egzaltacją, upadkiem oraz detrymentem ( wygnaniem ) . Na początku łańcucha można ustawić każdą planetę.

Dla dyspozytora zodiakalnego, planetę spełniającą tę funkcje nazywamy Atlantis. Jest to podstawa osobowości. Ta właśnie planeta daje pewność i odczucie własnej indywidualności.

Atlantis określa głębokie zdolności i talenty danej osoby.  Objawia się to w formie utajonej i potajemnej, na wewnętrznym poziomie naszego portretu psychologicznego. Tylko planeta o silnej pozycji w horoskopie może działać jak prawdziwa Atlantis. Jeżeli jest w upadku lub wygnaniu ( detrymencie ) jej siła będzie zamazana i słabo pokazana. Kręgosłup takiej osoby nie będzie wyrazisty. Np. Saturn jako Atlantis przynosi głębokie poczucie celu, umiejętność czekania, stanowczość, wytrwałość, dobrą zdolność przetrwania i można być sam dla siebie bohaterem. Lecz gdy jest w upadku lub detrymencie jest słaby i swojej misji nie wypełni. Trzon osobowości jest wówczas niewyraźnie pokazany.

Innym poszukiwaniem informacji o natalnym horoskopie, jest budowanie łańcucha dla wyniesienia planetarnego. Planetę, która ma w dyspozycji te energie nazywamy Antes. Jest ona źródłem głębokiej, osobistej siły, z której człowiek może czerpać. W tym przypadku jest równie ważne by była ona nie uszkodzona. Wówczas właściciel takiego horoskopu bez problemu z jej siły może korzystać.

Planety nie włączone do łańcucha nazywa się „ wyłączonymi”. Tego typu planety nie uczestniczą w karmicznej drodze człowieka w tym wcieleniu, i czerpanie energii z ich zasobów jest bardzo utrudnione.

Kolejnym łańcuchem, jest podążanie za planetą na wygnaniu, detrymencie. Tego typu dyspozytor nosi nazwę Syzyfa. Wyraża najgłębszy psychiczny kompleks osoby. Jest po prostu źródłem każdego z osobna. Pokazuje w pierwszej kolejności co należy zrobić by nie dopuścić do degradacji osobowości.

Ostatnia dyspozycja związana jest z upadkiem planet. Planeta spełniająca tę funkcje nazywa się Icarusem. Pokazuje w jaki sposób tracimy nasze życiowe, fizyczne siły. To przysłowiowa „ czarna dziura” zasysania energii. Jeżeli tego typu planeta jest słabo uwidoczniona w horoskopie, będzie czerpać siły z innych elementów tego łańcucha, przez to może się stać źródłem osobistej degradacji życiowych sił.

Podczas takiej analizy należy brać pod uwagę planety w parach:

Atlantis – Syzyf ( psychologiczna dyspozycja siły ) gdy Atlantis jest w horoskopie silniejszy łatwo zarządzać kompleksami;

Antes – Icarus ( składniki sił życiowych ) gdy Antes mocniejszy, mamy do czynienia z szybką rekonstrukcją sił.

Źródło: Tanya

SŁOŃCE siła tkwiąca w człowieku

Czytając skrypt ze spotkania z Panem Michałem Lewinem na temat planet, zaczęłam się mocno zastanawiać jak tak naprawdę rozumieć energię Słońca zapisaną w horoskopie.

Analizując astronomicznie tę gwiazdę wiemy że Słońce, jest  centrum Systemu Słonecznego i pierwotnym źródłem światła. Nie będę tu przytaczać jakiś mało czytelnych danych z zakresu astronomii, lecz to stwierdzenie niech nam posłuży jako wyjściowe do analizy.

Żyjemy w takim właśnie miejscu w kosmosie gdzie źródłem energii, światła i ruchu jest właśnie Słońce.

Jeśli wszystko jest skonstruowane we wszechświecie na wzór i podobieństwo tego układu to  symbolizuje ono  w człowieku jego pierwotne centrum.

Emanuje nie absorbując żadnej energii, jest niezależne od położenia i sił grawitacyjnych. Jako centrum Woli nic nie jest wstanie na nie wpłynąć. Możemy zatem przyjąć że Słońce jest centrum wszelkiej aktywności życiowej człowieka, że każda wewnętrznie podjęta decyzja jest z nim związana.

To oznacza że Nasza   Wola nie jest podatna na wpływy zewnętrzne. Jest to główne, pierwotne centrum w każdym . Związane z pojęciem indywidualności. Są to wszystkie nasze właściwości , które powstają w momencie  narodzin i nie mogą ulec zmianie pod żadnym naciskiem .  Albo są niezmienne w ciągu całego życia, albo rozwijają się ściśle według swych praw wewnętrznych. Osoby z dominantą słoneczną w horoskopie natalnym działają przeważnie z pobudek wewnętrznych. Im mocniejsza jest pozycja Słońca, tym człowiek jest po pierwsze- bardziej aktywny, po drugie- bardziej samodzielny i niezależny; i co najważniejsze- mało wrażliwy na opinię publiczną.

Słońce jest planetą w swej czystej postaci absolutnie niepodatną na wpływy obce i jest całkowicie aktywna. Tak samo należy je rozumieć patrząc na czyiś horoskop.  Jest źródłem energii, oddaje ją i nie odbiera żadnej do niej dochodzącej z innych źródeł. Jak złoto, które jest cennym przekaźnikiem.

Faktycznie wszystko, co jest w człowieku jego własnego, stałego, niezmiennego- to właśnie Słońce.

Ma ono oparcie samo w sobie i jest jako jedyna planeta w Układzie Słonecznym , samowystarczalne. Decyzja człowieka z mocnym Słońcem(np. we Lwie  ) nie zależy ani od rozsądku, ani od uczuć. Zależy jedynie od wewnętrznych pobudek i ich  nie można w żaden sposób powstrzymać.

Nie potrzebuje ono  siły, bo ma ją w sobie. Im mocniejsze jest Słońce w horoskopie, tym człowiek czuje się pewniej bez żadnych racjonalnych powodów.

Daje i dzieli się wszystkim co posiada, nie oczekując niczego w zamian, ponieważ przepełnia go energia. Uwielbia jakby wyprowadzać coś z siebie na zewnątrz, podzielić się .

We wszystkich zjawiskach omawianych przez astrologię, Słońce reprezentuje aktywne źródło. Jest to wola centralna, z której się rodzi wszelka działalność i jednocześnie jest to centrum, które łączy wszystko dookoła siebie. Można by powiedzieć że jest to grawitacyjne centrum w każdej istocie, w każdej aktywności.

W Układzie Słonecznym, Słońce scala wszystkie krążące wokół elementy. W człowieku jest to jego  „ja” , świadomość, w państwie jest to prezydent, cesarz, król; ktoś, kto jest źródłem woli , a jednocześnie symbolem scalającym państwo. W dowolnym przedsiębiorstwie jest to prezes, decydent. Słońce jest zatem źródłem energii scalającym dowolny proces.

Zasadą słoneczną jest centrum działania, wola. Stąd główne jego właściwości wynikają z funkcji, które pełni.

Dominacja, aktywność, samowystarczalność, twórczość, władczość, niepodatność na wpływy, stabilność, pewność siebie, impulsywność, otwartość, hojność, wyrazistość, dynamizm, męstwo, wytrwałość, niepodzielność, brak wątpliwości. Jednak przejawia się ono miękko, jak światło, które nie uciska, nie przytłacza.

Kiedy uda się dotknąć tej archetypowej energii, zrozumieć ją w sobie, uzmysłowić, wówczas odchodzi do lamusa przeświadczenie o bałwochwalczości osób z jego dominantą. Bo skoro po prostu emanują ciepłem, aktywnością,  siłą woli, obdarowywaniem,  to skąd ta chęć skupienia na sobie uwagi. Na pewno w takim razie nie z pozycji słońca. Ono uwagi samo w sobie nie potrzebuje.  Tak jak niemożliwe jest patrzenie prosto w słońce, tak osoby  z silną konstrukcją słoneczną nie potrzebują zapatrzenia w siebie ze strony reszty świata.

Zastanawiałam się więc  bardzo głęboko z czego to się bierze. Nie jest to problem Słońca jako takiego, lecz jego odbioru.  Słońce przebywając w niektórych znakach chce uwagi w innych po prostu jest a w innych otrzymuje pokłony wiernych. Kosmos postrzegamy geocentrycznie, w tym również Słońce. Z punktu na Ziemi obserwujemy je po przez Niebiańskie Domy.

Nasz subiektywizm w tym momencie nie pozwala dostrzec archetypu. Możemy tylko zobaczyć jedno z dwunastu odsłon naszej centralnej  gwiazdy.

By dokładnie uzmysłowić sobie tych 12 twarzy, wpadłam na pomysł by z nadejściem wiosny  przeanalizować jak postrzegamy  Słońce z perspektywy naszej szerokości geograficznej. I dzięki temu zrozumieć dlaczego raz jest egzaltowane, co robi we władztwie  a jak przeganiamy w detrymencie i dlaczego Ikar musiał upaść.

Zaczyna się wiosna. Słońce wchodzi do Niebiańskiego Domu Barana. Choć precyzyjniej było by powiedzieć, że zaczynamy na nie patrzeć przez Baraniaste okulary.  Tradycja astrologiczna powiada że widzimy wówczas energii  słoneczną w egzaltacji, wywyższeniu. W prosty sposób możemy powiedzieć że do domu zawitał honorowy gość. I nie ważne czy potrafi pięknie z Nami konwersować o pogodzie, ważne by wyksztusił z siebie nawet najprostsze słowo, a my już pociągniemy wyrafinowaną dyskusję.

Tak samo zachowuje się wobec tej energii cały ziemski świat. Chłonie każdą nawet odrobinę tej życiodajnej wody, by móc zaistnieć, wyrazić się, by otrzymać siłę potrzebną do rozruchu na cały okres wegetacji. Jedyne o czym marzą rośliny, to wydobyć się ze skorupy rozsypanych jesienią nasion, przebicia sokami uśpionych korzeni, poradzeniu sobie z  inkubą pączków zamkniętych  przed mrozem. Każdy promień Słońca jest wówczas na wagę złota, bo daje przetrwać jeszcze zimne i czasami mroźne noce. Wszystko chłonie tę energię jak gąbka, ciągle nie czując nasycenia. By ją zdobyć, wystawić się na jej działanie owady, rośliny gotowe są wszystko poświęcić. Już nie ma że boli, mus to mus. Trzeba latać choć kwiatów jeszcze mało, trzeba sokom płynąć, choć przedzieranie się przez co rusz zastygłe jeszcze rewiry nastręczać może wiele bólu, ale znowu wita życie i świeci jutrzenka przyszłej cudownej erotycznej ekstazy ze światem. Wszystko wręcz w obsesyjnym śpiewie dźwięczy „ zapylać, zapładniać bo nie zdążymy albo ktoś nas uprzedzi”,  nieważne co i jak byle by dać upust tej piosence. Baran wygłodniały erotycznej ekstazy, po prostu „ bierze co leci „ oczywiście w humorystycznym ujęciu. Zachowuje się jakby był  wygłodniały od miesięcy. Tak też zachowuje się wówczas cały świat pobudzony coraz silniejszymi promieniami Słońca, mówiąc królu nasz dawno Cię nie było. Tęskniliśmy.

I następuje zmiana dekoracji. Zodiak wysuwa na plan pierwszy Byka, nad wyraz ziemski i stały znak. Przyroda się trochę uspokaja. Wie że Słońce nie jest już na kartki. Ma dziwne przeświadczenie że go przez najbliższy czas nie zabraknie. Ma zaspokojony” pierwszy” jego głód. Powoli kończą się przymrozki, rośliny stają się bezpieczne od Saturnicznych  zahamowań . Jednak ciągle więcej chłoną niż oddają. Na razie wszystko żyje i chce spokojnie zbudować podwaliny do przyszłego owocowania. Cały świat ma komfort przedłużania gatunku. Tak niewiele  temu może przeszkadzać. Ciągle z dnia na dzień jest cieplej, lecz to czas kiedy jeszcze nie jesteśmy zwyczajni upałów, i nadmiar słońca może nas osłabiać. Dlatego jest ono w tym czasie akceptowane, lecz nie wynoszone na piedestały. Można powiedzieć że ogrom bujności wręcz przyćmiewa Słońce. Nie patrzymy na nie, tylko na kwiaty, świeże kolory zieleni, bujność i słuchamy odgłosu pracowicie zbierających nektar pszczół. Cieszymy się pierwszą majówką, piknikiem na trawie. Wszystko jakby emanuje przyjemnością i spokojną erotyką.

Kolejna przychodzi zmiana. Wchodzimy w widzenie Słońca z punktu Bliźniąt. Znak powietrzny i zmienny. Harmonijniej wyrazi naszą życiodajną energię. Jest już na prawdę gorąco. Powoli zbliża się letnie przesilenie, i oczywiście Noc Kupały, święto miłości i zjednania energii męskiej i żeńskiej. 

Lecz zanim rozpalimy ogniska, pyłki przeniesie wiatr we właściwe miejsce. Od słowa do słowa, od podmuchu do podmuchu zapylą się kolejne rośliny. Zaczynają dojrzewać pierwsze owoce, Słońce znowu zaczyna być postrzegane jako konieczność obfitości. Bez niego zgniją słodkie truskawki, rzodkiewki zjedzą robaki a czereśnie zaatakuje nieprzyjemna pleśń. Nie są to jeszcze owoce które dadzą nam przetrwać zimę, ale już dzięki nim możemy powoli smakować nadchodzące lato.

I wreszcie jest, ze śpiewem przy kupałowych ogniskach zaczyna się upragnione lato. Najkrótsza noc w roku obfituje w liczne ceremonie świętujące zwycięstwo światła nad ciemnością.  Choć w tym czasie nie ogarnia nas jeszcze opieką władca, lecz ten pierwszy miesiąc lata to królestwo Bogini, dominacja Księżyca.

 To moment panowania zodiakalnego Raka. Tarotowa Cesarzowa daje teraz rozporządzenia. Słońce choć najgorętsze, jednak nie wydaje się być dobrze zrozumiane. Chce uwagi, lecz wszystko pragnie wody i żyznej gleby, by zawiązać i wydać na świat wartościowe owoce. Materialna kreacja jest w tej chwili najistotniejsza. Wysuszające wszystko Słońce jest niewskazane, ma być ciepło i wilgotno, by wszystko bujnie rosło i zawiązywało owoce. Tak też można by scharakteryzować osoby rodzące się w takiej atmosferze. Emocjonalna pobudliwość.

I w końcu nastaje czas Lwa, władca wkracza na arenę.  Dopiero tutaj Słońce ma największe pole do popisu, by dać się poznać. W jakiej jest kondycji, bez żadnego ściemniania i rozpraszania uwagi. To piękny moment kiedy rodzi się w jego owocach zimowa jakość przetrwania. Słońce króluje i tylko jego wszyscy chcą lub powinni słuchać by przetrwać na przedwiośniu ostatnie tchnienia zimowego uśpienia świata. W blasku płynącego z nieba żaru, dojrzewają złociste kłosy, rumienią się soczyste jabłka i gruszki, wiśnie nabierają czerwieni. Wszyscy są posłuszni Panu tego świata bez żadnych grymasów. By podkreślić jego panowanie, każdy kolejny dzień staje się krótszy, uświadamiając upływający czas i potrzebę wykorzystania tej chwili, tego okresu jak najefektywniej. Każdy zachmurzony a tym bardziej deszczowy dzień jest już niemile widziany. Szczególnie dla zbliżających się powoli ogólnych żniw.

Przyroda pokazuje nam archetyp słonecznej energii w całej okazałości. Król Lew jako opiekun  scalający wszystko i dobroczyńca, nie zaś uzurpator. Czyste Ja, ognisko Woli, bez rozrzuconych co kawałek ograniczających kompleksów.

Niestety człowiek tylko przejawia jego energię, uwiązany w różne doświadczenia i myśli o sobie. Na ile dojrzewa w nim ta energia, na tyle potrafi być dobroczyńcą a  nie tyranem wymuszającym na świecie uwagę, gdyż nie nauczył się jeszcze czerpać z samego siebie. Z tego niewyczerpywalnego źródła życiodajnej energii. To właśnie od tej drobnostki zależy czy świeci, czy domaga się ciągłej uwagi od innych. Cudnie tę różnice demonstruje „ Król Lew „ Disneya.

Dobijamy do ostatniej indywidualnej odsłony. Witamy Pannę. Demeter szuka ostatnich chwil radości ze swoją córką. W każdym gospodarstwie trwają przygotowania do dożynek. Należy oddać cześć przybyłej obfitości. Słońce staje się spokojniejsze, i jego docierający blask jest coraz skromniejszy. Mimo jednak że jest to czas ziemski, w cenie jest suchy ciepły wiatr otulający zżęte siano. Zerwane pomidory i inne soczyste owoce susza się w promieniach jeszcze mocnego słonecznego światła. Zachowanie na później każdej naturalnej witaminki nie może być niczym zakłócone. Każdy uwija się jak w ukropie, by zaprawić, zakisić wszystko co tylko możliwe. Ostrożnie zerwać z jabłoni owoce, by bezpiecznie przechować przez zimę.

Wiatr przenosi osuszone nasiona wraz fruwającym wszędzie babim latem.

Wszysko musi się dziać tylko w ciepłe jeszcze słoneczne dni, by nic nie straciło na jakości i żadna choroba czy zaraza nie zniszczyła całych zapasów. Słodkie musy i soczki przydadzą się na nadchodzące chłodne i mroźne dni.

Wszystko co wydała na świat Matka Natura prosi o godne potraktowanie. Słońce odgrywa w tym momencie wręcz służebną rolę.

I stało się, doszliśmy do lustrzanego punku z wiosennym przesileniem. Dzień sprawia wrażenie jakby powoli zaczynał obumierać. Tak też możemy postrzegać nasze dobroczynne Słońce. Nastaje czas zodiakalnej Wagi i tę właśnie twarz zaczyna podświetlać nasza gwiazda. Z baraniastej egzaltacji, znajdujemy się w słonecznym upadku. Oczywiście od razu nasuwa się opowieść o Ikarze. Przez nieuwagę i nieprzyjmowanie rad Ojca, zapomniał się w cudnej chwili, i spadł. Tak też można postrzegać Słońce w tym niebiańskim czasie. Nie nauczyło się jeszcze że świat zewnętrzny może wpłynąć na Nas. Pamięta o chwili uwielbienia. Tylko że inne cele zostały wyznaczone. Jest zadanie do wykonanie, związane z wolnością. Przejściem w dualność, tego Słońce nie potrafi jeszcze zrozumieć. Przecież jest centrum, dlaczego nagle zostaje tego pozbawione. I choć nikomu już porządnie upał nie doskwiera, to jednak zodiakalna Waga szuka tego zapominanego powoli wywyższenia. Kryguje się, kokietuje, zniewala pięknem li tylko by poczuć wspomnienie.  

Przyroda jednak najpełniej pokazuje właściwe i dojrzałe rozumienie tego czasu. Słońce oczywiście niezmiennie jest naszym centrum, tylko zaczyna bawić się w artystę. Maluje kolory na dojrzewających właśnie dyniach. Uspokajające się drzewa po wegetacji obdarza wszystkimi odcieniami złota. Winogrona szykują się powoli do swojej ostatniej drogi, by oddać słodki i wykwintny sok na wino, napój Bogów. Dojrzałe Słońce zna swoją wartość, może teraz czas poświęcić na zabawę i artystyczny odpoczynek. Można nawet uznać że to artystyczne piękno pojawia się bez konkretnego celu, jakby było samo dla siebie wartością. Wiemy oczywiście że to uboczny efekt powolnego obumierania roślin, lecz widok jest porażający swym pięknem. Można by go nazwać też czasem sztuki dla sztuki i stąd może upadek Słońca które nie mogąc już niczego zapładniać i czekać na owoce, zapładnia wrażenia estetyczne, doznania artystyczne.  

Choć jeszcze trzeba zająć się wszystkim co było schowane pod ziemią, wykopki witają i z pewnością jest z tym dużo pracy, lecz to już następuje w dużo spokojniejszej atmosferze. Ciekawa konotacja, przekraczamy linię horyzontu i na reszcie możemy ujawnić skrywane pod jej powierzchną skarby, przynajmniej niektóre.

Dobijamy do VIII odsłony. Słońce w objęciach Skorpiona. Jak tu się wyrazi, choć już go coraz mniej i mniej z każdym dniem. W tym momencie nawet najcieplejsze dni nie powstrzymają nieuchronnego procesu destrukcji. Pięknie namalowana na drzewach jesień zaczyna się rozpadać. Na naszych oczach żywy świat zaczyna zanikać. Zimny, często padający deszcz zacina w podmuchach silnego wiatru.  Dziwne ich dźwięki za oknem budzą lęki i niewypowiedzianą zgrozę. I tą dziwną nieprzyjazną atmosferą emanuje Słońce tego czasu.  Budzi respekt i zgrozę, choć tak na prawdę to tylko poprzez swoje zapominanie, złudne przeświadczenie o umieraniu.

To moment skupiania się na najważniejszym, najwartościowszym elemencie życia. Skupianiu się na Słońcu i docieraniu do jego prawdziwej kryjówki w nas samych. Cała reszta musi odejść, zostać na powrót wchłonięta przez ziemię. I kiedy dotrzemy już do naszych czeluści Hadesu, znajdziemy życiodajnego Ducha, źródło Naszej Woli, doświadczymy może w końcu oświecenia.

Wówczas może nastąpić kolejna odsłona, zawita w nasze progi Strzelcowate Słońce, lecz już My zaczniemy być źródłem dobroczynnych promieni. Oczywiście wyłącznie gdy zrozumiemy  tkwiący w tym miejscu zodiaku archetyp. Zewnętrznie ruch zastyga, nie ma brzęczących nad uchem owadów. Ostatnie liście spadają z drzew. To spokojnie dogasający płomień w każdym żywym stworzeniu, lecz nie w świadomości. Metaforycznie można te Słoneczne promienie przyrównać do dogasającego właśnie ogniska. Wszystko powoli zostaje wypalone, lecz jego kolor jest przepięknie niebieski. Całe życie zaczyna skupiać się wyłącznie na wyciszonym wewnętrznie sercu, centrum naszego indywidualnego wszechświata. Materia i zewnętrzne twory tego świata powoli tracą na znaczeniu, liczy się odkrywanie świadomego życia. Wszystko powoli zaczyna przyodziewa sztywną formę.

Nastaje czas Koziorożca wraz z zimowym przesileniem. Stare Słońce umarło. Życie z poprzedniego cyklu zostaje już tylko w pamięci drzew, jego słojów, rozsypanych jesienią nasion. Lecz jednocześnie to najtrudniejszy egzamin dla wszystkiego co przez czas wegetacji stworzyło Słońce. Jeśli dobrze wykonało swoje zadanie, nowe dziecię narodzi się ponownie. Dobrze schowane owady obudzą się wiosną, Wiekowego Dębu nie powali byle jaka wichura.

Wszystko ścina siarczysty mróz a śnieżna pokrywa odbija światło chroniąc ziemię przed zbyt wczesnym przebudzeniem. Słońce jakby nie miało w tym czasie możliwości do nas dostępu. O tym kim jesteśmy świadczy wyłącznie schowane głęboko, by przetrwać, rytmicznie w Nas gorące serce. To czas oddzielenia, ale i też powoli nadchodzącej nadziei. Bo przecież co dzień zaczyna dłużej nam świecić dobroczynna gwiazda.

Jeśli nie odkryliśmy naszej centralnej woli do tej pory, możemy stać się tylko zimną i suchą strukturą zbyt formalna by dostrzec potrzebę życia.

Nadchodzi Wodnik. Trochę jest jak zdetronizowany władca. Pamięta że kiedyś rządził. Skostniały Koziorożec nie pozwala mu jednak dotknąć jeszcze coraz mocniej dającej znać o sobie Słonecznej energii. Budzą się zalążki buntu. Chęć wyrwania się z odrętwienia. Odrodzone w Strzelcu Słońce w Nas, przechodzące coraz mocniejsze  zniewolenie struktury, zaczyna powoli wołać już dosyć. Dalej forma nie przejmie nade mną  władzy. Przecież słyszę poza mną zbliżający się tętent koni. Gdzieś zaczyna świecić jutrzenka. Wiem, mam widzenie. Można się pokusić nawet o jasnowidzenie. Wewnętrznie robi się po prostu nerwowa atmosfera. Czasami nawet Słońce zaczyna tak pięknie świecić, jakby chciało dodać nam energii do tej walki z zastygnięciem. Wówczas nawet chce się wyć z ciągłej jednak niemocy. Lecz sprzymierzeńcem staje się dźwięk, powoli każdy słyszy że coś podobnego zaczyna dziać się w innych. Powolna konsolidacja. Rewolucja zaczyna być faktem. Choć jeszcze z wielkimi ofiarami, bo Słońce jest zbyt na razie słabe by poradzić sobie z zimową zmarzliną. Lecz co dzień mocniejsze, z dłuższą odsłoną.

Następuje ostatnia odsłona sztuki, Ryby. Jest już w ciągu dnia na tyle ciepło, że budzą się życiowe soki. Rewolucjoniści nareszcie mogą łączyć się w komuny, choć jeszcze ciągle w ukryciu.  Budzące się z letargu owady roznoszą wici o nadchodzącym wybuchu. Wybuchu wiosny oczywiście. Wszystko jest gotowe i stoi u bram. Nikt właściwie już nie pamięta jak ten świat na zewnątrz wygląda, ale każdy ma mgliste przebłyski w pamięci o utraconym raju. Głębiny gdzieś tam śpiewają o nadchodzącej ponownie obfitości. Narodzinach nowego cyklu w długiej historii życia Naszej Centralnej Woli .

Czym jest astrologiczne podobieństwo

Niedawno Mirek Czylek  podsunął mojej świadomości  ciekawą myśl do weryfikacji. Co tak naprawdę świadczy o podobieństwach w astrologicznym znaczeniu. Znalazł dla mnie i innych przyjaciół osoby urodzone dokładnie tego samego dnia. Dzień, miesiąc, rok. Osobiście mogłam jedynie poczuć odrobinę tej samej krwi z fińskim skoczkiem narciarskim. Amerykański aktor nie wzbudził mojej żadnej reakcji. Całkowicie był daleki od choćby przepływu cienia sympatii, nie mówiąc o jakimkolwiek podobieństwie. No może przez to że to mężczyzna. Jednak muszę przyznać że w jego karierze pięknie wyraziła się ta neptunowa dominanta z tego dnia. Choć dość mało głęboka, ale jednak.

W swoim życiu poznałam również trzy osoby urodzone dokładnie tego samego dnia co ja, nawet w tym samym mieście, lecz oczywiście o innej godzinie. Z żadną z nich nie miałam tego gwiezdnego porozumienia. Absolutnie. Te kilka doświadczeń bardzo mnie zastanawiały. Dlaczego. Jak to  jest możliwe że nie czuję przepływu, nawet odrobinki gwiezdnych sił. Jakbym rozmawiała z obcymi ludźmi. Zawsze wydawało mi się że powinno być przecież inaczej.

Nasunęło mi się , w związku z tym, ciekawe pytanie:

Co tak naprawdę określa, powoduje że czujemy się zidentyfikowani z drugą osobą ?

Co powoduje że potrafimy od razu powiedzieć , ta osoba należy do mojej drużyny ?

Jeżeli nie jest to tak diametralnie tożsame położenie planet względem zodiaku, to co ?

Odpowiedz nasunęła się dość intuicyjnie. Osie horoskopu. Ich wzajemne oddziaływanie, w ułamku sekundy sprawia, że kogoś czujemy przez skórę, lubimy, nie znosimy albo przechodzimy obok. I tak naprawdę nie jest istotne czy zachodzi koniunkcja, odczucie po prostu znaku zodiaku, opozycja a może trudna kwadratura. Zaangażowanie osi horoskopu natalnego w znajomość jakoś dziwnie automatycznie powoduje kosmiczne pokrewieństwo.  Nagle się okazuje że w relacjach międzyludzkich najistotniejsze zaczynają być, nie planetarne aspekty , lecz komunikacja pomiędzy osiami. Nagle przychodzi piękna jasność w rozumieniu roli Asc. Dsc, Mc czy Ic. .

Kiedy patrzymy na koniunkcje czy to ascendentów czy Mc możemy powiedzie że podobne przyciąga podobne. To bardzo ciekawe obserwować grupy znajomych, wręcz chodzące jak stada, o tym samym ascendencie. I co ciekawe, są do grona które niekoniecznie chcą zindywidualizowanej przestrzeni. Lubią się i przebywają w swoim gronie tylko dlatego że to „ bezpieczne”. Instynktownie czują się swobodnie w towarzystwie „ niby „ siebie samego.

Opozycja sprawi że zechcemy wyruszyć na wojnę lub doświadczymy wszystkiego co odczujemy jako  dopełnienie. Fizycznie mamy możliwość odczuć uspokajający wpływ zbawiennej „ czekolady „ lub innego brakującego nam składnika. Opozycja sama w sobie nie jest tak naprawdę jednoznacznie określona. Dynamizuje a jednocześnie pozwala poznać Nam nas Samych, w oczach drugiej osoby.

Kwadratura mobilizuje choć też bywa blokująca i ucieczkowa. Lecz dla osi wyklucza leniwą relacje, nie ma wylegiwania się na plaży. Ktoś musi zmuszać do wskoczenia do wody, by poczuć aktywną twarz życia. Trzeba w końcu się poruszać, a to wyzwala endorfiny, hormon szczęścia . Czy w takim układzie będziemy kogoś za to lubić nie znosić, odpowiedz wydaje się dość oczywista. Tylko że to może nastąpić po czasie, po doświadczeniu tej cudnej ekstazy ruchu i działania. Po chwilach lenistwa i bezruchu odczujemy płynące w nas życie, to przyniesie zawsze miłe wspomnienia.

Zauważyłam również że zaangażowanie osi horoskopu natalnego ze światłami drugiej osoby sprawia jednoczesne odczucie wzajemnego lubienia się. Dość nieoczekiwane choć szczere odczucie nagłej sympatii. I nie jest ważne czy to słońce czy księżyc. Istotne że jest. Nawet niekorzystne inne relacje z planetami lub brak innych, nawet jakichkolwiek, aspektów na pewno chwilowego pierwszego odczucia nie zmienią. Dopiero  wtrącenie się Saturna może sprawić że taka relacja odejdzie na boczny tor.

Inne planety również w podobny sposób działają. Jednak ich wpływ całkowicie jest uzależniony od roli jaką graja w natalnym horoskopie. Jeżeli są dominantą, to znajomość do końca życia. Kiedy są malefikiem, doświadczamy miłej lub nie , chwili. Drugi człowiek pojawi się w naszym życiu jako przewodnik, lub po prostu ubarwi przemykające przed oczami obrazy.

Do tej pory zawsze sądziłam że najistotniejszy czynnik powodujący, determinujący moje wybory a propo znajomych, przyjaciół, partnerów to jakieś magiczne relacje między planetami. Ciekawy przykład który podsunął Mirek, uświadomił mi niewiarygodną i całkowicie dominująca w tym temacie rolę naszych horoskopowych osi.

W dyskusji doszliśmy również do innego ciekawego wniosku. Jeżeli mamy opozycje , kwadraturę lub koniunkcję wzajemnych osi, doświadczamy w podobnym czasie  i w podobnej sferze istotnych tranzytów.

Saturn daje nam dość równo popalić. Robiący karierę  maż znajdzie zrozumienie w zajmującej się domem swoje drugiej połowie. Czy odlotowa żona odnajdzie oparcie w panniastym, pragmatycznym mężu. Grono przyjaciół wspólnie uczy się do egzaminów. Oczywiście z różnym, indywidualnym skutkiem.

Kiedy Pluton  zawita do kompatybilnych domów naszych kosmicznych współtowarzyszy, razem dane nam będzie powstawanie z popiołów. Niekoniecznie każdy jako ten Diament. Zawsze jednak jest obok ktoś kto w dziwny sposób rozumie zaistniałą sytuację.

Wspólne gusta, zainteresowania oczywiście wpływają na intensywność wzajemnej relacji, lecz sympatia, antypatia, niezrozumienie czy totalna obojętność to podstawowy element jakichkolwiek relacji między nami a całą resztą tego ludzkiego świata. A może nie tylko ludzkiego, bo przecież zwierzęta, rośliny nawet insekty darzymy uczuciem sympatii, przynależności i wyczuwania na kilometry. Takie a nie inne rośliny kupujemy do domu lub sadzimy w ogrodzie. Te konkretnie zwierzęta wpuszczamy w swoją intymną przestrzeń. I nie jest to tylko sprawa gustu, lecz raczej aktualnej potrzeby przebywania z tą lub tamtą formą ziemskiej egzystencji.

Całość wywodu zakończę pewną konkluzją która mi się pokazał nad ranem. Niebo spływa na Ziemię w konkretnym skończonym momencie. Następują magiczne zaślubiny Nieba z Ziemią a w tym momencie się rodzimy My. Boska Nuit, nieskończona w swej sferycznej kombinacji planet schodzi, doświadcza określonej formy. Łączy się z ukochanym, konkretnym punktem ziemskiej przestrzeni. Hadit się urzeczywistnia. Oboje chcą się nawzajem wyrazić. Hadit skończenie odnawialny, Ona ciągle inna i nowa. Formy, możliwości przejawu są określone ale ewaluują dzięki stępowaniu Boskości w nas.

Bez osi mamy cudne choć niepowtarzalne niebo, a przecież w każdym jest pragnienie dotykania w sobie gwiazd.

Singapurski Pocałunek- astrologicznie

Astrologiczne sex porady z przymrużeniem oczka.

Zaczęło się nieskromnie od „ wirusa „ u kolegi. Dziwnym trafem filmy porno zaczęły pojawiać się na jego tablicy. Jak to nieproszone wirusy zrobiły porządek choć nieplanowany. Wymuszony, ale co pobudziły to właśnie pragnę opisać. Dołączyła potrzeba innego znajomego związana z cmoknięciem waginy, starał się zgłębić ten temat. Również w tym samym czasie zaczęłam toczyć dysputy z inną osobą o zbliżonej tematyce.

Dlaczego akurat wczoraj, co kosmicznego się wydarzyło by temat się pojawił bez zbędnego krygowania i zasłony tabu? Jesteśmy obecnie po ciekawym Nowiu z Neptunem w tle. Czyżby spadły zasłony naszych skrywanych perwersji i preferencji seksualnych? Może tak się właśnie objawia sekstylowa rumba pomiędzy Neptunem i Plutonem.

Powstało ciekawe pytanie o  pornografię w astrologi. Jak ją wyrazić, znaleźć .

Jak planetarnie opisać waginalne cmok cmok, singapurski pocałunek. Informacja w  internecie  opisująca go pachnie mi trochę seksizmem lecz fakt pozostaje faktem ,  niewiarygodna moc w tym tkwi.

Burzy się oczywiście w mym jestestwie dotykający pogląd że to kobieta ma kombinować i wykonywać profilaktyczne ćwiczenia by zaspokoić tego „jedynego” . Lecz może odejdę od tego feministycznego widzenia.  W Tantra Yodze istnieje pogląd , że  tylko doprowadzając kobietę do głębinowego orgazmu, mężczyzna dozna prawdziwej rozkoszy, czyli chyba warto go  pobudzić tak na prawdę dla własnej przyjemności. My mamy głębię której szukamy, oni ekstazę do której dążą.  Niezła zabawa .

Mężczyźni to dla was nauka , chcecie nieba dajcie go najpierw swojej kobiecie.  Inaczej przyjemność będzie prozaiczna.

Poszłam w gęste klimaty a tak naprawdę zafascynowała mnie energetyka planet w odpowiednich znakach w wyrazie pornograficznym. Chyba dominacja Panny ratuje mnie przed perwersyjnym podejściem do tematu. Bo tak naprawdę wrzucenie tutaj jakiś preferencji zburzyło by edukacyjny efekt.

W dyskusji na ten temat z przyjaciółmi Karoliną E. Moniką Pachniewicz, Mirkiem Czylkiem i Tomkiem Kiedosem powstał pomysł opisania tego co burza naszych mózgów przyniosła. Tytuł do tych wtrętów który się od razu mi nasunoł to :

Porady zdesperowanego Astrologa.

Jednak zdecydowałam się inaczej zatytułować ten kącik .

Zacznijmy więc konkretyzować to pornograficzne szaleństwo. Choć może dla niewielu to będzie pornografia, jedynie jej popłuczyny. Ostry seks zostawmy znawcom.

Ciekawą propozycje podał Mirek o czymś w rodzaju pogodowej seksualnej prognozy związanej z pozycją Księżyca w znakach. Jest ciekawa bo szybko się zmienia. Można by na blogu zamieścić aktualne przepływy dominujących emocji. Postaram się zaistnieć jak Zubilewicz z seksualną prognozą pogody

Spróbujmy:

Na początek

Nów: pozycja misjonarska w temacie .Raczej patrzenie w oczy i głębokie zrozumienie we wzajemnych stosunkach. Nie ma sekscesów, to poznawanie. Wszelkie pozycje face to face sprzyjają. Kobieta i Mężczyzna się sobie oddają . A jednocześnie potrafią wejść w nurt wzajemnego pożądania i fascynacji. Prognoza pogodowa korzystna pod warunkiem że lubicie nowe wyzwania.

Pełnia: 69 to propozycja na dzień dobry. Śniadanko reto nie zaszkodzi. Może być w pionie, poziomie, konwencjonalnie lub tradycyjnie. Byle by było w opozycji. Kłótnia nie zaszkodzi ma swój seksualny wydźwięk tego dnia . Szaleństwo górą.

Kwadry księżyca: tu sprzyjają pozycje kontowe  , chyba nie muszę tłumaczyć, a jeśli muszę to indywidualnie.      

Przychodzi czas na zabawę, tą pogodową oczywiście:

Lecimy po zodiaku po kolei. Jako że Księżyc dzisiaj w Rybach zacznijmy od niego.

Wchodzę w rolę pogodynki ( seksualnej) niech się dzieje.

Mamy trochę seksualny dyskomfort. Ryby nie lubią konkretów. A tu Księżyc ze swoimi emocjami się wtranżala. Oczywiście  jak zareagujecie na tę konfiguracje zależy od was zero archetypu, lecz przekaz z tego miejsca jest taki.

Chcesz seksu to się najpierw wyluzuj, gandzią, wódką lub innym psychotropem.

Zbajeruj partnerkę o wrzosowisku, a  będzie Twoja

Bajki na dobranoc również są w cenie.

To moment w kosmosie kiedy albo na prawdę kochasz albo potrafisz dać drugiej osobie piękną tego wizje i złudę.

Prognoza na kolejne trzy dni:

Księżyc w Baranie : Emocje nie dadzą nam spokoju, albo je rozładujemy albo kogoś fizycznie lub mentalnie pozabijamy. Życzę jednak chętnego partnera bo inaczej będzie nieprzyjemnie. To czas intensywnego wyładowania bez zbędnych konwersacji. Konkret seksualny, szybko  i na temat.

Księżyc w Byku, jakoś od 26 lutego czyli już niedługo.

Posil się, głód to wróg seksu. Przyjemność trzeba podkreślać, iluminować , zmysłami, zapachem, dotykiem, węchem, smakiem , oddechem, odczuciem ,biciem serca.

Pora na Księżyc w Bliźniętach .Trudny temat. Jak wyrazić emocje i potrzeby seksualne eterycznie, lub prościej powietrznie. Czy zrobimy intelektualną imprezę by zaspokoić swoja potrzebę i przyjemność. Czy przegadamy spotkanie  choć najbardziej erotycznie się zapowiadające. Może też zaprosimy do „dyskusji” bliźniaka albo brata i siostrę.

Przychodzi czas Księżyca w Raku:

Chcesz pobudzić partnera, zaznacz w ubiorze że nie masz silikonu, tylko naturalny piersiostan. Romantyzm w stosunkach wskazany, wanna świeczki i płatki róż. Delikatna muza pomoże również. I lepiej w tym czasie przynieś do waszego wspólnego gniazdka jakieś afrodyzjaki. Partner lub partnerka da radę by wyjść ze swojej skorupy dzięki takim gadżetom.

\

Pora na Lwa i przebywanie Księżyca w jego objęciach. To między 5 a 7 marca 2012.

Tu znaczenie we wzajemnej inspiracji będzie miało kto na kogo wygląda. Czy potraficie  dla siebie stworzyć scenę by  się w pełni wyrazić. Większe znaczenie ma w tym momencie prezentacja niż samo doznanie siebie nawzajem.

Księżyc w Pannie dobije w terminie 8-10 marzec. Strzeżcie się ,oczywiście z przymrużeniem oka. Pragmatyczna i analityczna Panna nie sprzyja seksualnym szaleństwom. Najpierw spyta o test na Aids, sprawdzi czy macie wyszorowane paznokcie i jeśli zgodzi się na bara bara to rozłoży to na czynniki pierwsze. Po pierwsze musi być higienicznie i zdrowo .

Tak na rozgrzanie atmosfery przyda się przebranie pielęgniarki.

10-12 Marzec Księżyc w Wadze. Dylemat będzie gonił dylemat. Czy umówić się z sąsiadką ( sąsiadem )na przeciwko czy zza rogu. Wolę afrodyzjaki czy może rzucenie na ścianę. Wybór jest masakrycznie  trudny . Jak odkryć co jest przyjemnością a co tylko do niej drogą. A może założyć pantofelki.  Waga myli znaki z potrzebami. Wieczny dylemat między niewiadomymi. Nie odczutymi elementami przestrzeni.

I nadchodzi Skorpion raczej wizyta Księżyca w nim. 12-14 marca. Oj się będzie działo. Wykorzystajcie ten czas na wszelkie seksualne inspiracje .Nie ma  że się boje, tylko muszę spróbować. Kajdanki będą ciekawą odmianą. Nowy lateksowy strój nada się na tę okazję. Maski peruki baty i pejcze. Oczywiście kto co lubi. Niedopowiedzenia, hipnotyczne uwiedzenia są w cenie. Podszepty, zauroczenia i zapatrzenie. Nieokreślenie własnych potrzeb tylko czyjaś realizacja. To domeny tego czasu.

Biegniemy do Strzelca : 14-16 marzec. Pierwsze skojarzenie – seks w dalekiej odległości. Pewnie delegacja przyniesie ukojenie. Choć nie do końca może chodzić tylko o odległość czy podróż. Coś emigracyjnego egzotycznego pomoże w erotycznej inspiracji. Nie mówiąc o tekście: sięgaj gdzie wzrok nie sięga.  Tak naprawdę to czas sprzyjający nieokiełznanemu seksowi, bez uwarunkowań i ograniczeń.

Potem nastąpi uspokojenie. Księżyc wkracza do Koziorożca. Trzeba swoje potrzeby skonfrontować ze społecznymi normami. Choć moim zdaniem  to zawsze tajemnica alkowy, lecz tu następuje czas przemyśleń. Tu oddajemy się seksualnym igraszkom w sposób zorganizowany i przemyślany. Nie ma szaleństw z fazy Strzelca. Jest kolacja o 19:00 dzieci kąpiemy 20:03 seks po wieczornym filmie. Nagle po prostu przypominamy sobie o obowiązkach. Przyjemność nim nie jest.

I kiedy już sobie tak świat poukładamy i zrobi się okropnie nudno następuje uwolnienie.

 Wodnik i Księżyc w nim dają osobie znać. I tu mam wielki problem, bo jak opisać czy nawet dać namiastkę seksualnośći dla obojętnego w  tym klimacie wodnika. Czy powiedzieć o wibratorach a może jakichś technicznych gadżetach. Seks dla tej strefy zodiakalnej musi być specyficzny. Inny nietypowy racjonalnie niewytłumaczalny. Z tyłu z przodu do góry nogami byle inaczej niż wszyscy, nietypowo.

Co do Księżyca w Rybach nikt z moich przyjaciół się nie wypowiedział, więc inspiracji czerpać nie mogę. A tu można by powiedzieć jest dopiero pole do popisu. Choć już na początku prognozy o Nim wspomniałam. Można by powiedzieć iż w tym przedziale róbta co chceta. Wszystko dozwolone. Tu możecie natrafić na wszystko. Niestety trzeba zacząć od lęków. A to właśnie te klimaty. Nagle bloki i niechęci wezmą górę i z seksu nici. Jednak to piękny czas dla fantazji  i upustu tym sferom.  Perwersje góra w tym momencie, wyobraźnia niech robi projekt. To moment kiedy można wyjść z króliczej nory.

A teraz klu artykułu. Kiedy najlepiej zrealizować waginowe  clik clik. Osobiście uważam  że w każdym zodiakalnym czasie, choć potrzeby odpowiednich stref są  inne. Skoro jednak  Azja w tym bryluje, Ryby muszą być najodpowiedniejsze .

KAGAYA zodiak

This gallery contains 24 photos.

Aries One quiet starry night, Prince Priksos and Princess Here are leaving their home country without being noticed by anyone. They are to head for the land of their future, Korkis on the back of a big golden ram. Taurus Zeus, the lord of gods, metamorphosed himself into the white bull, is passing through the […]