TĘCZOWY SYLWESTER PARANORMALNY.

ZAPRASZAM.

 

http://www.facebook.com/events/522094481153165/#!/events/522094481153165/?mall_view=posts

Reklamy

PRZEKAZ

Dostałam przekaz.

Od kilku dni Światosław Florian Nowicki na swoim bloog-u analizuje horoskop Sylvi Plath. Napisałam że mocno czuje się związana z tymi przemyśleniami na temat jej losów i że w jakiś sposób przeżywam obecnie coś podobnego. Światosłąw w ostatnim odcinku napisał że szaleństwo i cierpienie tak na prawdę były dla poetki niewymownie konieczne, by uruchomić pokłady twórcze w Niej drzemiące. Dzięki temu mogła je w jakiś sposób w wierszach zakodować i pozostawić innym.

Teraz już wiem po co to wszystko, w jakim celu tak się dzieje. Wczoraj czytając jej wiersz Tatuś, właśnie tego doświadczyłam, i to całkowicie świadomie. Rozpoznałam w sobie podobny ból i cierpienie i dzięki temu mogłam je z siebie uwolnić, zmyć, oczyścić. Stać się w swoisty sposób wolną.

Po to właśnie tak niewiarygodne energie zostają tu zsyłane by zakodować w sztuce, symbolach to szaleństwo, ból, zatrzymanie energii, strach., by każdy kto ich dotknie doświadczy mógł znaleźć w nich drzwi do wolności, drzwi do wyższej częstotliwości, wyższego gradientu.

Ziemia obecnie wchodzi na coraz wyższe wibracje i tym bardziej wszystkie złogi muszą zostać rozpoznane, nazwane i uwolnione. Dlatego nie bez szerszej i globalniejszej przyczyny pojawił się właśnie ten cykl o Sylvi. Jej cierpienie i szaleństwo to już bardzo ciężkie pokłady zatrzymanych ziemskich energii. Czas na ich uwolnienie. Osfobodzenie. Inaczej doprowadzą każdego kto sobie na to nie pozwoli do szaleństwa, zdruzgotania i rozsypki. Stanie się tylko fasadą budynku do rozbiórki.

Przyszło też wyjaśnienie i opis co tak naprawdę zamierzał i zrobił dla Ziemi Chrystus. Nie Jezus a Chrystus. Po chrzcie w Jordanie, nastąpiło zejście w Niego bardzo wysokich częstotliwości,. Miał stać się swoistym i potężnym symbolem oczyszczenia. Uwolnienia.

Jednak być może za wcześnie, lub było to jednak jeszcze zbyt słabe, by energie które zostały by bez żywicieli, pozwoliły by na to. I zamiast stać się swoistym kodem, kluczem do rozpoznawania w sobie bólu i cierpienia by można go było zwrócić Ziemi, stał się symbolem wielkiego grzechu ludzkości który niby poprzez swoją śmierć odkupił. Ten właśnie grzech został przybity do krzyża i jest jak cerber niepozwalający się uwolnić. Dziwne ciągłe naznaczenie. Symbol grzechu pierworodnego, związany oczywiście z żeńską energią, miał stać się barierą nie do przejścia i więzieniem dla Duszy. Po to by żywiciele nie odeszli.

Kim są te energie wstrzymujące? Kiedyś byli strażnikami Ziemi. Pilnowali jej rozwoju i dbali. Jednak z tym związany jest mit o Lucyferze i bunt Aniołów. Chcieli mieć ją w posiadanie. Zrobiła się taka piękna. Pojawiło się pojęcie mieć i rozwinęło do niebotycznych rozmiarów. Jedyny sposób by nie wymsknęła im się z rąk to ją skalać, zniewolić, zakodować że jest słabsza i grzeszna. Teraz musi ten cały ból, cierpienie z siebie wyrzucić, oczyścić się. I z tego właśnie powodu coraz mocniejsze energie schodzą tu na Ziemię, by pomóc jej osiągnąć odpowiedni poziom wibracyjny i drogę do uwolnienia.

 

NADCHODZI ZAĆMIENIE

Zastanawiało mnie dlaczego wczoraj czułam taką beznadzieję, smutek i ogarnęło mnie poczucie całkowitej izolacji, zamknięcia, odcięcia od świata. Bardzo nietypowe dla mnie wrażenie. Symbolicznie przyszedł też sen o podróży pociągiem z niezliczoną ilością dzieci, niestety nie wszystkie mogły udać się w podróż było ich tak dużo. Gaworzyły o Wodniku, ot tak. Kiedy patrzyłam na te 6-ścio latki z takim znawstwem mówiące o astrologi, tylko się uśmiechałam pod nosem. Dotarliśmy na miejsce, okazało się że nie ma mojej walizki. Są dokumenty ale rzeczy zniknęły. Ktoś zabrał. Szukałam jak szalona ale prawdopodobnie odleciały z kimś samolotem. Nawet nie mogłam reklamować, bo w PKP kwitów bagażowych nie dają. Stanęłam smutna że straciłam to wszystko ale przyszła też myśl że właściwie to może jest już mi to niepotrzebne.
I konkluzja. Wczoraj była trzecia kwadra Księżyca. Ingrid. Królowa Mieczy. Północna Siła, Nieustępliwy Wiatr.
Symboliczne stracenie przez Księżyc bagażu cyklu w którym obecnie jest. Przygotowanie do nowego. Będzie zaćmienie i to w transformującym i niszczącym znaku Skorpiona. Skoro tracę bagaż należy przygotować się do mocnego reset. Tylko trzeba się pogodzić z utratą kilku plików 🙂
Życzę wszystkim powodzenia, łatwo nie będzie lecz czasami należy odpuścić sobie zbędności.

 
 

Śmierć

Refleksja na czasie, bo to zaduszkowy moment.

Czym jest lub czym na pewno śmierć nie jest ?

Końcem, przeistoczeniem, zmianą percepcji, bramą do przysłowiowego raju, bytem, imaginacją, złudzeniem ?

Czy sama formuła naszych narodzin trochę nam jej nie uzmysławia ?

Z niebytu tworzy się coś, ktoś, a potem w bólach wędruje na upragniony inny świat.

Czy to śmierć ? A może odradzanie życia ?

Czy początkiem umierania jest dotknięcie wibracyjne materii ? A jeśli to kolejny raz chcemy po prostu oddychać ?

Mnóstwo pytań, jak na jeden stan, słowo, wibracje.

Wielu widzi w Niej koniec i na tym opierają swój wszechświat. Dla nielicznych bywa metaforą .

Otacza nas codziennie i dzieje się w nas nieustannie. Każda, nawet subtelna zmiana, to przecież Śmierć poprzedniej formuły. Nasz organizm non stop tego doświadcza zmieniając się – umierając i rodząc się od nowa. Z każda chwilą jesteśmy inni, odkładając do swojego pamiętnika wczorajsze bycie. Świętując co dzień ponowne narodziny z przystrojonym tortem.

Dlaczego w takim razie to pojęcie nas tak przeraza ?. To nieustanne przemijanie siebie i każdego z kim obcowaliśmy tak blisko nie powinno w takim razie aż tak oddziaływać . Bliscy, którzy z racji swej bliskości i tak są już w nas, nie potrzebują takiego przywiązania. . Ich odejście nie powinno być zatem aż trak traumatycznym przeżyciem dla naszego „ Ja”. Kim więc dla nas są w takim razie, skoro tak trudno nam się z nimi pożegnać ?. Swoistym puzzlem naszej teraźniejszości ?. Bezpiecznym gwarantem nie przemijania ?.

Jeśli nie ma ich w nas jako uniwersalnej całości, to gdzie są ?

Utożsamieniem zewnętrznego świata ? A może dowodem na czyste rozdwojenie jaźni ? Rozgraniczeniem na ja i reszta świata ? Dowodem na postrzeganie przemijania ? I skąd w ogóle pomysł że odchodzą ?

Czy matka rodząca ukochane dziecko, ma świadomość jego utraty ?

Raduje się, choć pozornie została zerwana to niewiarygodna ich łącząca nic.

Czym więc jest śmierć ?

DZIADY ciemno wszedzie, głucho wszedzie, co to będzie

Zaduma nad przemijaniem. Odrodzeniem bądź nie. Co się przebudzi i kto w tych mrokach. Pisana droga dalej a może przystanek do zastanowienia.

Kolejny koniec lata, dominacji słonecznych dni przemija. Czas na Dziady i ciemną część roku.

Piękną ilustracją tego czasu jest oczywiście mickiewiczowski poemat. Dialog Guślarza z zaświatami.

GUŚLARZ

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Z czujnym słuchem, z bacznym okiem

Spieszmy się w tajnym obrzędzie,

Z cichym pieniem, wolnym krokiem;

Wszak nie nucim po kolędzie,

Nucimy piosnkę żałoby;

Nie do dworu z nowym rokiem,-

Ze łzami idziem na groby.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

GUŚLARZ

Spieszmy cicho i powoli,

Poza cerkwią, poza dworem,

Bo ksiądz gusłów nie dozwoli,

Pan się zbudzi nocnym chorem.

Zmarli tylko wedle woli

Spieszą, gdzie ich guślarz woła;

Żywi są na pańskiej roli,

Cmentarz pod władzą kościoła.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

DZIADY Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).

W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci D z i a d y tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata D z i a d y nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym.

Cel tak pobożny święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami; a we wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane.

Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś obrzędowe; gusła i inkantacje są po większej części wiernie, a niekiedy dosłownie z gminnej poezji wzięte.”

Tyle na temat tego czasu opowiadał Adam Mickiewicz w swych tajemnych „ Dziadach”

Dziady

to zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią

  • wiosna: wiosenne święto zmarłych obchodzone w okolicach 2 V (wedle faz księżyca)
  • jesień: Dziady obchodzone w noc z 31 X na 1 XI, zwane też Nocą zaduszkową, będące niejakim przygotowaniem do jesiennego święta zmarłych, obchodzonego w okolicach 2 XI (wedle faz księżyca)

W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć (np. miodem, kaszą i jajkami), aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich. Echem tego zwyczaju są współczesne znicze. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp (między innymi w tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile). W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze i surowce typu drewno, węgiel, skóry oraz glina i dzbany, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych.

W związku z ekspansją chrześcijaństwa lokalne, miejscowe zwyczaje tzw. pogańskiego pochodzenia, były sukcesywnie zakazywane. Ostatecznie jednak to, czego nie udało się wyprzeć nawet surowymi zakazami, było adaptowane lub zastępowane znanymi dziś formami – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30. specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie będące przeznaczone dla dusz.

W centralnym miejscu obrzędu palono ogień, na prowadzącego obrzęd wybierano starca i ubranego w białą szatę guślarza. Wywoływali oni kolejno dusze zmarłych i karmili odrobinami postnego jadła namaczanego mlekiem i miodem, jako że wierzono, że właśnie tego dnia zmarli wracają, by się pożywić oraz także w to, że dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich. Obowiązywała także zasada ciszy na obrzędzie oraz chusty okrywające twarze uczestników, spojrzenia mogły spowodować porwanie przez dusze w zaświaty. Obrzęd kończył się zawsze przed północą

Powróćmy do cudnego mickiewiczowskiego opisu, tym razem nieszczęsnego upioru.

Dziady – Upiór

Upiór

Serce ustało, pierś już lodowata,

Ścięły się usta i oczy zawarły;

Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!

Cóż to za człowiek? – Umarły.

Patrz, duch nadziei życie mu nadaje,

Gwiazda pamięci promyków użycza,

Umarły wraca na młodości kraje

Szukać lubego oblicza.

Pierś znowu tchnęła, lecz pierś lodowata,

Usta i oczy stanęły otworem,

Na świecie znowu, ale nie dla świata;

Czymże ten człowiek? – Upiorem.

Ci, którzy bliżej cmentarza mieszkali,

Wiedzą, iż upiór ten co rok się budzi,

Na dzień zaduszny mogiłę odwali

I dąży pomiędzy ludzi.

Aż gdy zadzwonią na niedzielę czwartą,

Wraca się nocą opadły na sile,

Z piersią skrwawioną, jakby dziś rozdartą,

Usypia znowu w mogile.

Pełno jest wieści o nocnym człgwieku,

Żyją, co byli na jego pogrzebie;

Słychać, iż zginął w mładocianym wieku,

Podobno zabił sam siebie.

Teraz zapewne wieczne cierpi kary,

Bo smutnie jęczał i płomieniem buchał;

Niedawno jeden zakrystyjan stary

Obaczył go i podsłuchał.

Mówi, iż upiór, skoro wyszedł z ziemi,

Oczy na gwiazdę poranną wywrócił,

Załamał ręce i usty chłodnemi

Takową skargę wyrzucił:

Duchu przeklęty, po co śród parowu

Nieczułej ziemi ogień życia wzniecasz?

Blasku przeklęty, zagasłeś i znowu,

Po co mi znowu przyświecasz?

0 sprawiedliwy, lecz straszny wyroku!

Ujrzeć ją znowu, poznać się, rozłączyć;

I com ucierpiał, to cierpieć co roku,

I jakem skończył, zakończyć.

Żebym cię znalazł, muszę między zgrają

Błądzić z długiego, wyszedłszy ukrycia;

Lecz nie dbam, jak mię ludzie powitają;

Wszystkiegom doznał za życia.

Kiedyś patrzyła, musiałem jak zbrodzień

Odwracać oczy; słyszałem twe słowa,

Słyszałem co dzień, i musiałem co dzień

Milczeć jak deska grobowa.

Śmieli się niegdyś przyjaciele młodzi,

Zwali tęsknotę dziwactwem, przesadą;

Starszy ramieniem ściska i odchodzi

Lub mądrą nudzi mię radą.

Śmieszków i radców zarówno słuchałem,

Choć i sam może nie lepszy od drugich,

Sam bym się gorszył zbytecznym zapałem

Lub śmiał się z żalów zbyt długich.

Ktoś inny myślał, że obrażam ciebie,

Uwłaczam jego rodawitej dumie;

Przecież ulegał grzeczności, potrzebie,

Udawał, że nie rozumie.

Lecz i ja dumny, żem go równie zbadał,

Choć mię nie pyta, chociaż milczeć umiem;

Mówiłem gwałtem, a gdy odpowiadał,

Udałem, że nie rozumiem.

Ale kto nie mógł darować mi grzechu,

Ledwie obelgę na ustach przytrzyma,

Niechętne lica gwałci do uśmiechu

I litość kłamie oczyma;

Takiemu tylko nigdym nie przebaczył,

Wszakżem skargami nigdy ust nie zmazał,

Anim pogardy wymówić nie raczył,

Kiedym mu uśmiech okazał.

Tegoż dziś doznam, jeśli dziką postać

Cudzemu światu ukażę spod cieni;

Jedni mię będą egzorcyzmem chłostać,

Drudzy uciekną zdziwieni.

Ten dumą śmieszy, ten litością nudzi,

Inny szyderskie oczy zechce krzywić.

Do jednej idąc, za cóż tyle ludzi

Muszę obrażać lub dziwić?

Cóżkolwiek będzie, dawnym pójdę torem:

Szydercom litość, śmiech litościwemu.

Tylko, o luba! tylko ty z upiorem

Powitaj się po dawnemu.

Spojrzyj i przemów, daruj małą winę,

Że śmiem do ciebie raz jeszcze powrócić,

Mara przeszłości, na jednę godzinę

Obecne szczęście zakłócić.

Wzrok twój, nawykły do świata i słońca,

Może się trupiej nie ulęknie głowy,

I może raczysz cierpliwie do końca

Grobowej dosłuchać mowy.

I ścigać myśli po przeszłych obrazach

Błądzące jako pasożytne ziele,

Które śród gmachu starego po głazach

Rozpierzchłe gałązki ściele

Udręczony upiór nie dostępuje spokoju, choć może spojżenie ukochanej odprowadziło by go w spokojniejsze zaświaty.

Zapalmy  świece, znicze dla takich jak On.

Więc zaprośmy duchy znojne

Udręczone swoja drogą

Miodem pójmy

Dajmy ognia

pokój wieszcząc w ich padołach

I upiorom pomóc trzeba

W ich błąkaniu niewymownym

Kromkę chleba i ogarek

Dla pokoju na odchodnym.

KATARZYNKI, KATARZY opowieść jeszcze nie do końca zapomniana

Miałam ciekawy sen. Mieszankę tego o czym pisał Światosław Florian Nowicki na swoim blogu, z filmem „Święta Góra” Jodorowskiego. Były w nim trzy pary kobiet, żyjących w głębinach. Najniżej, najgłębiej chyba, Jezabel x2 …oczywiście, trochę wyżej były dwie Marje, a zupełnie prawie pod powierzchnią Katarzynki. Nie wiem dlaczego takie zdrobnienie. Sama wcieliłam się chyba w postać tego Maga, Maginię. Byłam kobietą , lecz raczej przypominałam czarny punkt. Tylko ja mogłam się komunikować z tymi parami, i wynosić na świat informacje od nich lub o nich. Ktoś powiedział że nie powinno tak być by nikt o tej pracy nie wiedział. Lecz tak już jest. Pary tych kobiet były jak syjamskie siostry, lecz jedna była aktywna druga pasywna, coś na kształt życia w cieniu tej pierwszej.

Ten wpis spowodował pewną dyskusję na temat imion i przekazu. Jezabel ( o której była mowa we wpisie) dość zrozumiałe, Marje też nie odbiegają od duchowej dyskusji, ale Katarzynki ?.

Światosław Florian Nowicki :”Katar-” w Katarzynkach to anagram „Tarak-” w Tarakiel? A skojarzenia mogą być różne. Np.z katarami.”

Maciej Nabiałek:” etymologicznie to chyba wszyscy wiemy, Katarzyna wychodzi od słowa Katheros „czysty”.

Cyprian Sajna:” U Katarów byli tzw. doskonali (można powiedzieć więc „czyści”), a wśród nich byli zarówno mężczyźni jak i kobiety (czyli przeciwnie jak u katolików, bowiem doskonali sprawowali wszelkie obrzędy). Trafiłem też, przy okazji na tekst: „W kościele św. Marii Magdaleny zabito 7000 ludzi, w tym kobiety i dzieci. Na ulicach miasta zabito i okaleczono dalsze kilka tysięcy.” – krucjata przeciw albigensom. 

Jeden sen, jeden wpis na blogu, jakaś wizja przywołująca film. A doszliśmy do smutnej historii.

Kościół chce zapomnieć, ale był sprawcą. Innym nie pozwala wymazać nawet małego grzeszku, chyba że zapłacisz, najlepiej dużo, za wieczny odpust. Ale dlaczego My tak łatwo wymazujemy takie zdarzenia z pamięci. Co nam przeszkadza się z tej dziwnej zależności wyzwolić. Ktoś nas krzywdzi, zniewala, a jak te baranki ciągniemy w przepaść. DLACZEGO ?

Piszę My, bo był czas poszukiwania, a jedyne co przemawiało do mnie do nauki o miłości i braterstwie. Szukałam komuniki z duchem, duszą, odmiennością. Niestety to nie była moja droga. Więcej, mnóstwo wręcz dostałam po prostu od świata, niż od zastanej, zniewalającej instytucji. Wysysającej jak wampir wszelkie siły i energię do życia.

Ta dyskusja przypomniała mi o pewnym tekście, który po prostu mogę powiedzieć że totalnie mnie otrzeźwił. Mówię o całej książce, ale przytoczę tu tylko fragment o Katarach. To „ Krew z Krwi Jezusa” Laurence Gardner. Można oczywiście z tekstem tej publikacji polemizować, lecz daje do myślenia. A o to w życiu przecież chodzi. :

                                                    „ RZEŹ W LANGWEDOCJI”

Na północny zachód od Marsylii, nad zatoką Lwa, rozciąga się stara część Langwedocji, której lud został w 1208 r. upomniany przez papieża, Innocentego III, za niechrześcijańskie praktyki. Następnego roku papieska armia w sile 30 tysięcy żołnierzy uderzyła na region. Armią dowodził Szymon z Montfort. Nosiła ona dla niepoznaki czerwone krzyże rycerzy odbywających krucjaty do Ziemi Świętej. Ale cel tej wyprawy był diametralnie różny od wypraw krzyżowych. Szymon z Montfort otrzymał zadanie wytracenia ascetycznej sekty katarów, mieszkającej w Langwedocji i będącej – wedle papieża i Ludwika III, króla Francji – heretykami. Rzeź trwała 35 lat i pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar. Kulminacją wyprawy Szymona z Monfort stała się koszmarna masakra seminarium w Montsgur, gdzie ponad 200 zakładników wbito na pal i spalono żywcem w 1244 r.

Wedle religijnej terminologii doktryna katarów to gnoza. Ci niezwykle uduchowieni ludzie wierzyli, że duch jest czysty, a materia zbrukana. { akurat z tą częścią filozofii katarskiej się nie zgadzam, bo po co czysty duch miałby wchodzić do brudnej (zbrukanej )materii. To jak świeżo pościelić łóżko, nasączyć wonnymi olejkami i brudnym do niego wejść. Ale oczywiście to mój punkt widzenia.}

Chociaż ich przekonaniom daleko było do ortodoksji skąpego Rzymu, koszmarne obawy papieży dotyczyły czegoś o wiele groźniejszego. Uważano katarów za strażników wielkiego świętego skarbu, łączącego się z fantastyczną, starożytną wiedzą. Region langwedocki tworzył rdzeń żydowskiego królestwa Septymanii z VIII wieku,rządzonego przez potomka Merowingów, Wilhelma z Gellone. Cały obszar Langwedocji i Prowansji był wtajemniczony w dawne podania o Łazarzu ( Szymonie Zelocie ) i Marii Magdalenie, a mieszkańcy uważali Marię za „Matkę Graala” prawdziwego chrześcijaństwa Zachodu.

Katarzy, jak templariusze, dawali wyraz swojej tolerancji wobec żydowskiej i muzułmańskiej kultury i uznawali równouprawnienie płci. Dlatego byli potępieni i z pasją atakowani przez katolicką inkwizycję( formalnie założoną w 1233 r.) oraz oskarżeni o wszelkie odmiany bluźnierstwa.

Wbrew oskarżeniom osoby wezwane do złożenia zeznań mówiły tylko o Kościele miłości katarów i ich nieugiętej wierze w Jezusa. Wierzyli w Boga i Ducha Świętego, odmawiali modlitwę Pańską i tworzyli wyjątkową społeczność z własnym systemem opieki społecznej, szkołami dla ubogich i szpitalami. Przetłumaczyli nawet Biblię na swój język – lange d’oc ( stąd nazwa regionu ) – a niekatarska populacja również korzystała z ich altruistycznych starań.

Katarzy nie byli heretykami,byli po prostu nonkonformistami, głoszącymi słowoBoże bez papieskiego certyfikatu i nie potrzebowali wyświęconych księży ani bogato zdobionych kościołów katolickich sąsiadów. Św. Bernard orzekł : „ Żadne kazania nie są bardziej chrześcijańskie niż ich,a ich przekonania są czyste „. A jednak papieska armia przybyła, by pod płaszczykiem świętej misji zetrzeć tę społeczność z powierzchni ziemi.

Nakaz likwidacji odnosił się nie tylko do samych mistyków katarów, ale wszystkich, którzy ich wspierali – a była to większość ludu Langwedocji. Dla wspomożenia świętej inkwizycji dominikańscy mnisi oskarżyli obywateli regionu o sprzeczne z naturą praktyki seksualne. Ten zarzut doprowadził później do przeróżnych zgadywanek co do natury owych dewiacji. W istocie, oświeceni mieszkańcy Langwedocji praktykowali po prostu regulację urodzin. Wedle większości standardów ludzi ogładzonych i oświeconych katarzy byli prawdopodobnie najbardziej cywilizowanym społeczeństwem Europy, w którym chłopcy i dziewczęta mieli równy dostęp do edukacji.

W owym czasie prowansalska Langwedocja nie była częścią Francji, ale niezależnym państwem. Politycznie w największym stopniu wiązała się z granica z hiszpańską, a władca Tuluzy był jej zwierzchnikiem – tak wyrażała się pamięć królestwa Septymanii. Uczono się klasycznej literatury, filozofii i matematyki. Region był bogaty i stabilny pod względem handlowym – ale wszystko to miało zmienić się w 1209 r., gdy żołnierze papiescy pojawili się u podnóża Pirenejów. W związku z nazwą langwedockiego centrum, Albi,okrutna kampania zyskała miano „ krucjaty przeciwko albigensom”.

Ze wszystkich kultów religijnych rozkwitłych w średniowieczu kataryzm był najmniej groźny. Fakt, że katarzy znali szczególną starożytną wiedzę, sam w sobie nie był rewelacją; władcy Septymanii założyli Akademię Judaistyczną ponad cztery wieki wcześniej. Lecz katarzy byli też znanymi adeptami okultystycznego symbolizmu Kabały, sztuki mającej znaczenie dla templariuszy, którzy wedle przekazów przetransportowali Arkę i swoje jerozolimskie mienie do tego regionu. W Rzymie kwitło przekonanie,że katarzy są w posiadaniu wielkiego skarbu znaczącego więcej pod względem historycznym niż korzenie chrześcijaństwa, stąd wyprowadzono wniosek, że Tablice Świadectwa i jerozolimskie manuskrypty z epoki Ewangelii muszą być ukryte w Langwedocji.

Ponadto prowansalskie legendy z I wieku zawierają mądrość Graala. Kościół w Rennes-le-Chateau poświęcono w 1059 r. Marii Magdalenie, a lud regionu uznał rzymską interpretację Ukrzyżowania za oszustwo. Podobnie jak templariusze katarzy nie zamierzali uznać za prawdziwe twierdzenie, że Jezus umarł na krzyżu. Chociaż rytuał katarów sam w sobie nie stanowił żądnego założenia, w Rzymie jednak zakładano, że sekta ma dostęp do ważnych wiadomości,które mogą rozbić w puch podstawowe założenia ortodoksyjnego Kościoła rzymskiego. Dla zdesperowanego,fanatycznego reżimu istniało tylko jedno rozwiązanie. Padło hasło: „ Zabijcie ich wszystkich ! „ [ w pełnym brzmieniu :” Zabijcie ich wszystkich, a Bóg rozpozna swoich”]

Rennes-de-Chteau spłynęło krwią, zginęły tysiące mieszkańców, miasto zrównano z ziemią. Skarbu nie znaleziono. Kościół zastanawiał się, czy przeniesiono go w trakcie napaści, czy może nadal spoczywa gdzieś, nie odkryty. Tak czy inaczej jego klątwa zawisła nad papieżem i niebezpieczeństwa nie udało się zażegnać. Rycerze templariusze znali odpowiedz i po rzezi w Langwedocji ich przeznaczeniem było stać się ofiarami podobnego ataku.” 

To opowieść Laurence’a Gardner’a. Mnie poruszyła. Szczególnie że nie odbiega od innych źródeł dotyczących tego tematu. Tkwi gdzieś w ziemi i ciągle nie została wybaczona.

Ciekawe że mój brat ciągle nazywa mnie „ Katarzyn „ hmmmm