Po środku

311389_400270106712760_1986344879_n

Nie chcę być po środku

Muszę istnieć

Bo to jakoś ważne

Po mimo że jakoś po omacku

Sądzę że chcę

żyć

Reklamy

Wigilia

Wschodzi Jowisz jako gwiazda

Betlejemska na dodatek

Piękny Centaur ze swym blaskiem

Chce zaśpiewać, kolędować

Choć w bliźniętach

to nie ważne

Moment gwiezdy nieistotny

Pierś do przodu, strzała w droge

ważna chwila by się jednać.

WESOŁYCH ŚWIĄT 🙂

PRZEKAZ

Dostałam przekaz.

Od kilku dni Światosław Florian Nowicki na swoim bloog-u analizuje horoskop Sylvi Plath. Napisałam że mocno czuje się związana z tymi przemyśleniami na temat jej losów i że w jakiś sposób przeżywam obecnie coś podobnego. Światosłąw w ostatnim odcinku napisał że szaleństwo i cierpienie tak na prawdę były dla poetki niewymownie konieczne, by uruchomić pokłady twórcze w Niej drzemiące. Dzięki temu mogła je w jakiś sposób w wierszach zakodować i pozostawić innym.

Teraz już wiem po co to wszystko, w jakim celu tak się dzieje. Wczoraj czytając jej wiersz Tatuś, właśnie tego doświadczyłam, i to całkowicie świadomie. Rozpoznałam w sobie podobny ból i cierpienie i dzięki temu mogłam je z siebie uwolnić, zmyć, oczyścić. Stać się w swoisty sposób wolną.

Po to właśnie tak niewiarygodne energie zostają tu zsyłane by zakodować w sztuce, symbolach to szaleństwo, ból, zatrzymanie energii, strach., by każdy kto ich dotknie doświadczy mógł znaleźć w nich drzwi do wolności, drzwi do wyższej częstotliwości, wyższego gradientu.

Ziemia obecnie wchodzi na coraz wyższe wibracje i tym bardziej wszystkie złogi muszą zostać rozpoznane, nazwane i uwolnione. Dlatego nie bez szerszej i globalniejszej przyczyny pojawił się właśnie ten cykl o Sylvi. Jej cierpienie i szaleństwo to już bardzo ciężkie pokłady zatrzymanych ziemskich energii. Czas na ich uwolnienie. Osfobodzenie. Inaczej doprowadzą każdego kto sobie na to nie pozwoli do szaleństwa, zdruzgotania i rozsypki. Stanie się tylko fasadą budynku do rozbiórki.

Przyszło też wyjaśnienie i opis co tak naprawdę zamierzał i zrobił dla Ziemi Chrystus. Nie Jezus a Chrystus. Po chrzcie w Jordanie, nastąpiło zejście w Niego bardzo wysokich częstotliwości,. Miał stać się swoistym i potężnym symbolem oczyszczenia. Uwolnienia.

Jednak być może za wcześnie, lub było to jednak jeszcze zbyt słabe, by energie które zostały by bez żywicieli, pozwoliły by na to. I zamiast stać się swoistym kodem, kluczem do rozpoznawania w sobie bólu i cierpienia by można go było zwrócić Ziemi, stał się symbolem wielkiego grzechu ludzkości który niby poprzez swoją śmierć odkupił. Ten właśnie grzech został przybity do krzyża i jest jak cerber niepozwalający się uwolnić. Dziwne ciągłe naznaczenie. Symbol grzechu pierworodnego, związany oczywiście z żeńską energią, miał stać się barierą nie do przejścia i więzieniem dla Duszy. Po to by żywiciele nie odeszli.

Kim są te energie wstrzymujące? Kiedyś byli strażnikami Ziemi. Pilnowali jej rozwoju i dbali. Jednak z tym związany jest mit o Lucyferze i bunt Aniołów. Chcieli mieć ją w posiadanie. Zrobiła się taka piękna. Pojawiło się pojęcie mieć i rozwinęło do niebotycznych rozmiarów. Jedyny sposób by nie wymsknęła im się z rąk to ją skalać, zniewolić, zakodować że jest słabsza i grzeszna. Teraz musi ten cały ból, cierpienie z siebie wyrzucić, oczyścić się. I z tego właśnie powodu coraz mocniejsze energie schodzą tu na Ziemię, by pomóc jej osiągnąć odpowiedni poziom wibracyjny i drogę do uwolnienia.