Śmierć

Refleksja na czasie, bo to zaduszkowy moment.

Czym jest lub czym na pewno śmierć nie jest ?

Końcem, przeistoczeniem, zmianą percepcji, bramą do przysłowiowego raju, bytem, imaginacją, złudzeniem ?

Czy sama formuła naszych narodzin trochę nam jej nie uzmysławia ?

Z niebytu tworzy się coś, ktoś, a potem w bólach wędruje na upragniony inny świat.

Czy to śmierć ? A może odradzanie życia ?

Czy początkiem umierania jest dotknięcie wibracyjne materii ? A jeśli to kolejny raz chcemy po prostu oddychać ?

Mnóstwo pytań, jak na jeden stan, słowo, wibracje.

Wielu widzi w Niej koniec i na tym opierają swój wszechświat. Dla nielicznych bywa metaforą .

Otacza nas codziennie i dzieje się w nas nieustannie. Każda, nawet subtelna zmiana, to przecież Śmierć poprzedniej formuły. Nasz organizm non stop tego doświadcza zmieniając się – umierając i rodząc się od nowa. Z każda chwilą jesteśmy inni, odkładając do swojego pamiętnika wczorajsze bycie. Świętując co dzień ponowne narodziny z przystrojonym tortem.

Dlaczego w takim razie to pojęcie nas tak przeraza ?. To nieustanne przemijanie siebie i każdego z kim obcowaliśmy tak blisko nie powinno w takim razie aż tak oddziaływać . Bliscy, którzy z racji swej bliskości i tak są już w nas, nie potrzebują takiego przywiązania. . Ich odejście nie powinno być zatem aż trak traumatycznym przeżyciem dla naszego „ Ja”. Kim więc dla nas są w takim razie, skoro tak trudno nam się z nimi pożegnać ?. Swoistym puzzlem naszej teraźniejszości ?. Bezpiecznym gwarantem nie przemijania ?.

Jeśli nie ma ich w nas jako uniwersalnej całości, to gdzie są ?

Utożsamieniem zewnętrznego świata ? A może dowodem na czyste rozdwojenie jaźni ? Rozgraniczeniem na ja i reszta świata ? Dowodem na postrzeganie przemijania ? I skąd w ogóle pomysł że odchodzą ?

Czy matka rodząca ukochane dziecko, ma świadomość jego utraty ?

Raduje się, choć pozornie została zerwana to niewiarygodna ich łącząca nic.

Czym więc jest śmierć ?

Reklamy

DZIADY ciemno wszedzie, głucho wszedzie, co to będzie

Zaduma nad przemijaniem. Odrodzeniem bądź nie. Co się przebudzi i kto w tych mrokach. Pisana droga dalej a może przystanek do zastanowienia.

Kolejny koniec lata, dominacji słonecznych dni przemija. Czas na Dziady i ciemną część roku.

Piękną ilustracją tego czasu jest oczywiście mickiewiczowski poemat. Dialog Guślarza z zaświatami.

GUŚLARZ

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Z czujnym słuchem, z bacznym okiem

Spieszmy się w tajnym obrzędzie,

Z cichym pieniem, wolnym krokiem;

Wszak nie nucim po kolędzie,

Nucimy piosnkę żałoby;

Nie do dworu z nowym rokiem,-

Ze łzami idziem na groby.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

GUŚLARZ

Spieszmy cicho i powoli,

Poza cerkwią, poza dworem,

Bo ksiądz gusłów nie dozwoli,

Pan się zbudzi nocnym chorem.

Zmarli tylko wedle woli

Spieszą, gdzie ich guślarz woła;

Żywi są na pańskiej roli,

Cmentarz pod władzą kościoła.

CHÓR

Póki ciemno, głucho wszędzie,

Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

DZIADY Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).

W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci D z i a d y tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata D z i a d y nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym.

Cel tak pobożny święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami; a we wszystkich zmyśleniach poczwarnych można było dostrzec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane.

Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś obrzędowe; gusła i inkantacje są po większej części wiernie, a niekiedy dosłownie z gminnej poezji wzięte.”

Tyle na temat tego czasu opowiadał Adam Mickiewicz w swych tajemnych „ Dziadach”

Dziady

to zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią

  • wiosna: wiosenne święto zmarłych obchodzone w okolicach 2 V (wedle faz księżyca)
  • jesień: Dziady obchodzone w noc z 31 X na 1 XI, zwane też Nocą zaduszkową, będące niejakim przygotowaniem do jesiennego święta zmarłych, obchodzonego w okolicach 2 XI (wedle faz księżyca)

W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć (np. miodem, kaszą i jajkami), aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich. Echem tego zwyczaju są współczesne znicze. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp (między innymi w tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile). W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze i surowce typu drewno, węgiel, skóry oraz glina i dzbany, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych.

W związku z ekspansją chrześcijaństwa lokalne, miejscowe zwyczaje tzw. pogańskiego pochodzenia, były sukcesywnie zakazywane. Ostatecznie jednak to, czego nie udało się wyprzeć nawet surowymi zakazami, było adaptowane lub zastępowane znanymi dziś formami – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30. specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie będące przeznaczone dla dusz.

W centralnym miejscu obrzędu palono ogień, na prowadzącego obrzęd wybierano starca i ubranego w białą szatę guślarza. Wywoływali oni kolejno dusze zmarłych i karmili odrobinami postnego jadła namaczanego mlekiem i miodem, jako że wierzono, że właśnie tego dnia zmarli wracają, by się pożywić oraz także w to, że dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich. Obowiązywała także zasada ciszy na obrzędzie oraz chusty okrywające twarze uczestników, spojrzenia mogły spowodować porwanie przez dusze w zaświaty. Obrzęd kończył się zawsze przed północą

Powróćmy do cudnego mickiewiczowskiego opisu, tym razem nieszczęsnego upioru.

Dziady – Upiór

Upiór

Serce ustało, pierś już lodowata,

Ścięły się usta i oczy zawarły;

Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!

Cóż to za człowiek? – Umarły.

Patrz, duch nadziei życie mu nadaje,

Gwiazda pamięci promyków użycza,

Umarły wraca na młodości kraje

Szukać lubego oblicza.

Pierś znowu tchnęła, lecz pierś lodowata,

Usta i oczy stanęły otworem,

Na świecie znowu, ale nie dla świata;

Czymże ten człowiek? – Upiorem.

Ci, którzy bliżej cmentarza mieszkali,

Wiedzą, iż upiór ten co rok się budzi,

Na dzień zaduszny mogiłę odwali

I dąży pomiędzy ludzi.

Aż gdy zadzwonią na niedzielę czwartą,

Wraca się nocą opadły na sile,

Z piersią skrwawioną, jakby dziś rozdartą,

Usypia znowu w mogile.

Pełno jest wieści o nocnym człgwieku,

Żyją, co byli na jego pogrzebie;

Słychać, iż zginął w mładocianym wieku,

Podobno zabił sam siebie.

Teraz zapewne wieczne cierpi kary,

Bo smutnie jęczał i płomieniem buchał;

Niedawno jeden zakrystyjan stary

Obaczył go i podsłuchał.

Mówi, iż upiór, skoro wyszedł z ziemi,

Oczy na gwiazdę poranną wywrócił,

Załamał ręce i usty chłodnemi

Takową skargę wyrzucił:

Duchu przeklęty, po co śród parowu

Nieczułej ziemi ogień życia wzniecasz?

Blasku przeklęty, zagasłeś i znowu,

Po co mi znowu przyświecasz?

0 sprawiedliwy, lecz straszny wyroku!

Ujrzeć ją znowu, poznać się, rozłączyć;

I com ucierpiał, to cierpieć co roku,

I jakem skończył, zakończyć.

Żebym cię znalazł, muszę między zgrają

Błądzić z długiego, wyszedłszy ukrycia;

Lecz nie dbam, jak mię ludzie powitają;

Wszystkiegom doznał za życia.

Kiedyś patrzyła, musiałem jak zbrodzień

Odwracać oczy; słyszałem twe słowa,

Słyszałem co dzień, i musiałem co dzień

Milczeć jak deska grobowa.

Śmieli się niegdyś przyjaciele młodzi,

Zwali tęsknotę dziwactwem, przesadą;

Starszy ramieniem ściska i odchodzi

Lub mądrą nudzi mię radą.

Śmieszków i radców zarówno słuchałem,

Choć i sam może nie lepszy od drugich,

Sam bym się gorszył zbytecznym zapałem

Lub śmiał się z żalów zbyt długich.

Ktoś inny myślał, że obrażam ciebie,

Uwłaczam jego rodawitej dumie;

Przecież ulegał grzeczności, potrzebie,

Udawał, że nie rozumie.

Lecz i ja dumny, żem go równie zbadał,

Choć mię nie pyta, chociaż milczeć umiem;

Mówiłem gwałtem, a gdy odpowiadał,

Udałem, że nie rozumiem.

Ale kto nie mógł darować mi grzechu,

Ledwie obelgę na ustach przytrzyma,

Niechętne lica gwałci do uśmiechu

I litość kłamie oczyma;

Takiemu tylko nigdym nie przebaczył,

Wszakżem skargami nigdy ust nie zmazał,

Anim pogardy wymówić nie raczył,

Kiedym mu uśmiech okazał.

Tegoż dziś doznam, jeśli dziką postać

Cudzemu światu ukażę spod cieni;

Jedni mię będą egzorcyzmem chłostać,

Drudzy uciekną zdziwieni.

Ten dumą śmieszy, ten litością nudzi,

Inny szyderskie oczy zechce krzywić.

Do jednej idąc, za cóż tyle ludzi

Muszę obrażać lub dziwić?

Cóżkolwiek będzie, dawnym pójdę torem:

Szydercom litość, śmiech litościwemu.

Tylko, o luba! tylko ty z upiorem

Powitaj się po dawnemu.

Spojrzyj i przemów, daruj małą winę,

Że śmiem do ciebie raz jeszcze powrócić,

Mara przeszłości, na jednę godzinę

Obecne szczęście zakłócić.

Wzrok twój, nawykły do świata i słońca,

Może się trupiej nie ulęknie głowy,

I może raczysz cierpliwie do końca

Grobowej dosłuchać mowy.

I ścigać myśli po przeszłych obrazach

Błądzące jako pasożytne ziele,

Które śród gmachu starego po głazach

Rozpierzchłe gałązki ściele

Udręczony upiór nie dostępuje spokoju, choć może spojżenie ukochanej odprowadziło by go w spokojniejsze zaświaty.

Zapalmy  świece, znicze dla takich jak On.

Więc zaprośmy duchy znojne

Udręczone swoja drogą

Miodem pójmy

Dajmy ognia

pokój wieszcząc w ich padołach

I upiorom pomóc trzeba

W ich błąkaniu niewymownym

Kromkę chleba i ogarek

Dla pokoju na odchodnym.