KATARZYNKI, KATARZY opowieść jeszcze nie do końca zapomniana

Miałam ciekawy sen. Mieszankę tego o czym pisał Światosław Florian Nowicki na swoim blogu, z filmem „Święta Góra” Jodorowskiego. Były w nim trzy pary kobiet, żyjących w głębinach. Najniżej, najgłębiej chyba, Jezabel x2 …oczywiście, trochę wyżej były dwie Marje, a zupełnie prawie pod powierzchnią Katarzynki. Nie wiem dlaczego takie zdrobnienie. Sama wcieliłam się chyba w postać tego Maga, Maginię. Byłam kobietą , lecz raczej przypominałam czarny punkt. Tylko ja mogłam się komunikować z tymi parami, i wynosić na świat informacje od nich lub o nich. Ktoś powiedział że nie powinno tak być by nikt o tej pracy nie wiedział. Lecz tak już jest. Pary tych kobiet były jak syjamskie siostry, lecz jedna była aktywna druga pasywna, coś na kształt życia w cieniu tej pierwszej.

Ten wpis spowodował pewną dyskusję na temat imion i przekazu. Jezabel ( o której była mowa we wpisie) dość zrozumiałe, Marje też nie odbiegają od duchowej dyskusji, ale Katarzynki ?.

Światosław Florian Nowicki :”Katar-” w Katarzynkach to anagram „Tarak-” w Tarakiel? A skojarzenia mogą być różne. Np.z katarami.”

Maciej Nabiałek:” etymologicznie to chyba wszyscy wiemy, Katarzyna wychodzi od słowa Katheros „czysty”.

Cyprian Sajna:” U Katarów byli tzw. doskonali (można powiedzieć więc „czyści”), a wśród nich byli zarówno mężczyźni jak i kobiety (czyli przeciwnie jak u katolików, bowiem doskonali sprawowali wszelkie obrzędy). Trafiłem też, przy okazji na tekst: „W kościele św. Marii Magdaleny zabito 7000 ludzi, w tym kobiety i dzieci. Na ulicach miasta zabito i okaleczono dalsze kilka tysięcy.” – krucjata przeciw albigensom. 

Jeden sen, jeden wpis na blogu, jakaś wizja przywołująca film. A doszliśmy do smutnej historii.

Kościół chce zapomnieć, ale był sprawcą. Innym nie pozwala wymazać nawet małego grzeszku, chyba że zapłacisz, najlepiej dużo, za wieczny odpust. Ale dlaczego My tak łatwo wymazujemy takie zdarzenia z pamięci. Co nam przeszkadza się z tej dziwnej zależności wyzwolić. Ktoś nas krzywdzi, zniewala, a jak te baranki ciągniemy w przepaść. DLACZEGO ?

Piszę My, bo był czas poszukiwania, a jedyne co przemawiało do mnie do nauki o miłości i braterstwie. Szukałam komuniki z duchem, duszą, odmiennością. Niestety to nie była moja droga. Więcej, mnóstwo wręcz dostałam po prostu od świata, niż od zastanej, zniewalającej instytucji. Wysysającej jak wampir wszelkie siły i energię do życia.

Ta dyskusja przypomniała mi o pewnym tekście, który po prostu mogę powiedzieć że totalnie mnie otrzeźwił. Mówię o całej książce, ale przytoczę tu tylko fragment o Katarach. To „ Krew z Krwi Jezusa” Laurence Gardner. Można oczywiście z tekstem tej publikacji polemizować, lecz daje do myślenia. A o to w życiu przecież chodzi. :

                                                    „ RZEŹ W LANGWEDOCJI”

Na północny zachód od Marsylii, nad zatoką Lwa, rozciąga się stara część Langwedocji, której lud został w 1208 r. upomniany przez papieża, Innocentego III, za niechrześcijańskie praktyki. Następnego roku papieska armia w sile 30 tysięcy żołnierzy uderzyła na region. Armią dowodził Szymon z Montfort. Nosiła ona dla niepoznaki czerwone krzyże rycerzy odbywających krucjaty do Ziemi Świętej. Ale cel tej wyprawy był diametralnie różny od wypraw krzyżowych. Szymon z Montfort otrzymał zadanie wytracenia ascetycznej sekty katarów, mieszkającej w Langwedocji i będącej – wedle papieża i Ludwika III, króla Francji – heretykami. Rzeź trwała 35 lat i pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar. Kulminacją wyprawy Szymona z Monfort stała się koszmarna masakra seminarium w Montsgur, gdzie ponad 200 zakładników wbito na pal i spalono żywcem w 1244 r.

Wedle religijnej terminologii doktryna katarów to gnoza. Ci niezwykle uduchowieni ludzie wierzyli, że duch jest czysty, a materia zbrukana. { akurat z tą częścią filozofii katarskiej się nie zgadzam, bo po co czysty duch miałby wchodzić do brudnej (zbrukanej )materii. To jak świeżo pościelić łóżko, nasączyć wonnymi olejkami i brudnym do niego wejść. Ale oczywiście to mój punkt widzenia.}

Chociaż ich przekonaniom daleko było do ortodoksji skąpego Rzymu, koszmarne obawy papieży dotyczyły czegoś o wiele groźniejszego. Uważano katarów za strażników wielkiego świętego skarbu, łączącego się z fantastyczną, starożytną wiedzą. Region langwedocki tworzył rdzeń żydowskiego królestwa Septymanii z VIII wieku,rządzonego przez potomka Merowingów, Wilhelma z Gellone. Cały obszar Langwedocji i Prowansji był wtajemniczony w dawne podania o Łazarzu ( Szymonie Zelocie ) i Marii Magdalenie, a mieszkańcy uważali Marię za „Matkę Graala” prawdziwego chrześcijaństwa Zachodu.

Katarzy, jak templariusze, dawali wyraz swojej tolerancji wobec żydowskiej i muzułmańskiej kultury i uznawali równouprawnienie płci. Dlatego byli potępieni i z pasją atakowani przez katolicką inkwizycję( formalnie założoną w 1233 r.) oraz oskarżeni o wszelkie odmiany bluźnierstwa.

Wbrew oskarżeniom osoby wezwane do złożenia zeznań mówiły tylko o Kościele miłości katarów i ich nieugiętej wierze w Jezusa. Wierzyli w Boga i Ducha Świętego, odmawiali modlitwę Pańską i tworzyli wyjątkową społeczność z własnym systemem opieki społecznej, szkołami dla ubogich i szpitalami. Przetłumaczyli nawet Biblię na swój język – lange d’oc ( stąd nazwa regionu ) – a niekatarska populacja również korzystała z ich altruistycznych starań.

Katarzy nie byli heretykami,byli po prostu nonkonformistami, głoszącymi słowoBoże bez papieskiego certyfikatu i nie potrzebowali wyświęconych księży ani bogato zdobionych kościołów katolickich sąsiadów. Św. Bernard orzekł : „ Żadne kazania nie są bardziej chrześcijańskie niż ich,a ich przekonania są czyste „. A jednak papieska armia przybyła, by pod płaszczykiem świętej misji zetrzeć tę społeczność z powierzchni ziemi.

Nakaz likwidacji odnosił się nie tylko do samych mistyków katarów, ale wszystkich, którzy ich wspierali – a była to większość ludu Langwedocji. Dla wspomożenia świętej inkwizycji dominikańscy mnisi oskarżyli obywateli regionu o sprzeczne z naturą praktyki seksualne. Ten zarzut doprowadził później do przeróżnych zgadywanek co do natury owych dewiacji. W istocie, oświeceni mieszkańcy Langwedocji praktykowali po prostu regulację urodzin. Wedle większości standardów ludzi ogładzonych i oświeconych katarzy byli prawdopodobnie najbardziej cywilizowanym społeczeństwem Europy, w którym chłopcy i dziewczęta mieli równy dostęp do edukacji.

W owym czasie prowansalska Langwedocja nie była częścią Francji, ale niezależnym państwem. Politycznie w największym stopniu wiązała się z granica z hiszpańską, a władca Tuluzy był jej zwierzchnikiem – tak wyrażała się pamięć królestwa Septymanii. Uczono się klasycznej literatury, filozofii i matematyki. Region był bogaty i stabilny pod względem handlowym – ale wszystko to miało zmienić się w 1209 r., gdy żołnierze papiescy pojawili się u podnóża Pirenejów. W związku z nazwą langwedockiego centrum, Albi,okrutna kampania zyskała miano „ krucjaty przeciwko albigensom”.

Ze wszystkich kultów religijnych rozkwitłych w średniowieczu kataryzm był najmniej groźny. Fakt, że katarzy znali szczególną starożytną wiedzę, sam w sobie nie był rewelacją; władcy Septymanii założyli Akademię Judaistyczną ponad cztery wieki wcześniej. Lecz katarzy byli też znanymi adeptami okultystycznego symbolizmu Kabały, sztuki mającej znaczenie dla templariuszy, którzy wedle przekazów przetransportowali Arkę i swoje jerozolimskie mienie do tego regionu. W Rzymie kwitło przekonanie,że katarzy są w posiadaniu wielkiego skarbu znaczącego więcej pod względem historycznym niż korzenie chrześcijaństwa, stąd wyprowadzono wniosek, że Tablice Świadectwa i jerozolimskie manuskrypty z epoki Ewangelii muszą być ukryte w Langwedocji.

Ponadto prowansalskie legendy z I wieku zawierają mądrość Graala. Kościół w Rennes-le-Chateau poświęcono w 1059 r. Marii Magdalenie, a lud regionu uznał rzymską interpretację Ukrzyżowania za oszustwo. Podobnie jak templariusze katarzy nie zamierzali uznać za prawdziwe twierdzenie, że Jezus umarł na krzyżu. Chociaż rytuał katarów sam w sobie nie stanowił żądnego założenia, w Rzymie jednak zakładano, że sekta ma dostęp do ważnych wiadomości,które mogą rozbić w puch podstawowe założenia ortodoksyjnego Kościoła rzymskiego. Dla zdesperowanego,fanatycznego reżimu istniało tylko jedno rozwiązanie. Padło hasło: „ Zabijcie ich wszystkich ! „ [ w pełnym brzmieniu :” Zabijcie ich wszystkich, a Bóg rozpozna swoich”]

Rennes-de-Chteau spłynęło krwią, zginęły tysiące mieszkańców, miasto zrównano z ziemią. Skarbu nie znaleziono. Kościół zastanawiał się, czy przeniesiono go w trakcie napaści, czy może nadal spoczywa gdzieś, nie odkryty. Tak czy inaczej jego klątwa zawisła nad papieżem i niebezpieczeństwa nie udało się zażegnać. Rycerze templariusze znali odpowiedz i po rzezi w Langwedocji ich przeznaczeniem było stać się ofiarami podobnego ataku.” 

To opowieść Laurence’a Gardner’a. Mnie poruszyła. Szczególnie że nie odbiega od innych źródeł dotyczących tego tematu. Tkwi gdzieś w ziemi i ciągle nie została wybaczona.

Ciekawe że mój brat ciągle nazywa mnie „ Katarzyn „ hmmmm

Reklamy