SŁOŃCE siła tkwiąca w człowieku

Czytając skrypt ze spotkania z Panem Michałem Lewinem na temat planet, zaczęłam się mocno zastanawiać jak tak naprawdę rozumieć energię Słońca zapisaną w horoskopie.

Analizując astronomicznie tę gwiazdę wiemy że Słońce, jest  centrum Systemu Słonecznego i pierwotnym źródłem światła. Nie będę tu przytaczać jakiś mało czytelnych danych z zakresu astronomii, lecz to stwierdzenie niech nam posłuży jako wyjściowe do analizy.

Żyjemy w takim właśnie miejscu w kosmosie gdzie źródłem energii, światła i ruchu jest właśnie Słońce.

Jeśli wszystko jest skonstruowane we wszechświecie na wzór i podobieństwo tego układu to  symbolizuje ono  w człowieku jego pierwotne centrum.

Emanuje nie absorbując żadnej energii, jest niezależne od położenia i sił grawitacyjnych. Jako centrum Woli nic nie jest wstanie na nie wpłynąć. Możemy zatem przyjąć że Słońce jest centrum wszelkiej aktywności życiowej człowieka, że każda wewnętrznie podjęta decyzja jest z nim związana.

To oznacza że Nasza   Wola nie jest podatna na wpływy zewnętrzne. Jest to główne, pierwotne centrum w każdym . Związane z pojęciem indywidualności. Są to wszystkie nasze właściwości , które powstają w momencie  narodzin i nie mogą ulec zmianie pod żadnym naciskiem .  Albo są niezmienne w ciągu całego życia, albo rozwijają się ściśle według swych praw wewnętrznych. Osoby z dominantą słoneczną w horoskopie natalnym działają przeważnie z pobudek wewnętrznych. Im mocniejsza jest pozycja Słońca, tym człowiek jest po pierwsze- bardziej aktywny, po drugie- bardziej samodzielny i niezależny; i co najważniejsze- mało wrażliwy na opinię publiczną.

Słońce jest planetą w swej czystej postaci absolutnie niepodatną na wpływy obce i jest całkowicie aktywna. Tak samo należy je rozumieć patrząc na czyiś horoskop.  Jest źródłem energii, oddaje ją i nie odbiera żadnej do niej dochodzącej z innych źródeł. Jak złoto, które jest cennym przekaźnikiem.

Faktycznie wszystko, co jest w człowieku jego własnego, stałego, niezmiennego- to właśnie Słońce.

Ma ono oparcie samo w sobie i jest jako jedyna planeta w Układzie Słonecznym , samowystarczalne. Decyzja człowieka z mocnym Słońcem(np. we Lwie  ) nie zależy ani od rozsądku, ani od uczuć. Zależy jedynie od wewnętrznych pobudek i ich  nie można w żaden sposób powstrzymać.

Nie potrzebuje ono  siły, bo ma ją w sobie. Im mocniejsze jest Słońce w horoskopie, tym człowiek czuje się pewniej bez żadnych racjonalnych powodów.

Daje i dzieli się wszystkim co posiada, nie oczekując niczego w zamian, ponieważ przepełnia go energia. Uwielbia jakby wyprowadzać coś z siebie na zewnątrz, podzielić się .

We wszystkich zjawiskach omawianych przez astrologię, Słońce reprezentuje aktywne źródło. Jest to wola centralna, z której się rodzi wszelka działalność i jednocześnie jest to centrum, które łączy wszystko dookoła siebie. Można by powiedzieć że jest to grawitacyjne centrum w każdej istocie, w każdej aktywności.

W Układzie Słonecznym, Słońce scala wszystkie krążące wokół elementy. W człowieku jest to jego  „ja” , świadomość, w państwie jest to prezydent, cesarz, król; ktoś, kto jest źródłem woli , a jednocześnie symbolem scalającym państwo. W dowolnym przedsiębiorstwie jest to prezes, decydent. Słońce jest zatem źródłem energii scalającym dowolny proces.

Zasadą słoneczną jest centrum działania, wola. Stąd główne jego właściwości wynikają z funkcji, które pełni.

Dominacja, aktywność, samowystarczalność, twórczość, władczość, niepodatność na wpływy, stabilność, pewność siebie, impulsywność, otwartość, hojność, wyrazistość, dynamizm, męstwo, wytrwałość, niepodzielność, brak wątpliwości. Jednak przejawia się ono miękko, jak światło, które nie uciska, nie przytłacza.

Kiedy uda się dotknąć tej archetypowej energii, zrozumieć ją w sobie, uzmysłowić, wówczas odchodzi do lamusa przeświadczenie o bałwochwalczości osób z jego dominantą. Bo skoro po prostu emanują ciepłem, aktywnością,  siłą woli, obdarowywaniem,  to skąd ta chęć skupienia na sobie uwagi. Na pewno w takim razie nie z pozycji słońca. Ono uwagi samo w sobie nie potrzebuje.  Tak jak niemożliwe jest patrzenie prosto w słońce, tak osoby  z silną konstrukcją słoneczną nie potrzebują zapatrzenia w siebie ze strony reszty świata.

Zastanawiałam się więc  bardzo głęboko z czego to się bierze. Nie jest to problem Słońca jako takiego, lecz jego odbioru.  Słońce przebywając w niektórych znakach chce uwagi w innych po prostu jest a w innych otrzymuje pokłony wiernych. Kosmos postrzegamy geocentrycznie, w tym również Słońce. Z punktu na Ziemi obserwujemy je po przez Niebiańskie Domy.

Nasz subiektywizm w tym momencie nie pozwala dostrzec archetypu. Możemy tylko zobaczyć jedno z dwunastu odsłon naszej centralnej  gwiazdy.

By dokładnie uzmysłowić sobie tych 12 twarzy, wpadłam na pomysł by z nadejściem wiosny  przeanalizować jak postrzegamy  Słońce z perspektywy naszej szerokości geograficznej. I dzięki temu zrozumieć dlaczego raz jest egzaltowane, co robi we władztwie  a jak przeganiamy w detrymencie i dlaczego Ikar musiał upaść.

Zaczyna się wiosna. Słońce wchodzi do Niebiańskiego Domu Barana. Choć precyzyjniej było by powiedzieć, że zaczynamy na nie patrzeć przez Baraniaste okulary.  Tradycja astrologiczna powiada że widzimy wówczas energii  słoneczną w egzaltacji, wywyższeniu. W prosty sposób możemy powiedzieć że do domu zawitał honorowy gość. I nie ważne czy potrafi pięknie z Nami konwersować o pogodzie, ważne by wyksztusił z siebie nawet najprostsze słowo, a my już pociągniemy wyrafinowaną dyskusję.

Tak samo zachowuje się wobec tej energii cały ziemski świat. Chłonie każdą nawet odrobinę tej życiodajnej wody, by móc zaistnieć, wyrazić się, by otrzymać siłę potrzebną do rozruchu na cały okres wegetacji. Jedyne o czym marzą rośliny, to wydobyć się ze skorupy rozsypanych jesienią nasion, przebicia sokami uśpionych korzeni, poradzeniu sobie z  inkubą pączków zamkniętych  przed mrozem. Każdy promień Słońca jest wówczas na wagę złota, bo daje przetrwać jeszcze zimne i czasami mroźne noce. Wszystko chłonie tę energię jak gąbka, ciągle nie czując nasycenia. By ją zdobyć, wystawić się na jej działanie owady, rośliny gotowe są wszystko poświęcić. Już nie ma że boli, mus to mus. Trzeba latać choć kwiatów jeszcze mało, trzeba sokom płynąć, choć przedzieranie się przez co rusz zastygłe jeszcze rewiry nastręczać może wiele bólu, ale znowu wita życie i świeci jutrzenka przyszłej cudownej erotycznej ekstazy ze światem. Wszystko wręcz w obsesyjnym śpiewie dźwięczy „ zapylać, zapładniać bo nie zdążymy albo ktoś nas uprzedzi”,  nieważne co i jak byle by dać upust tej piosence. Baran wygłodniały erotycznej ekstazy, po prostu „ bierze co leci „ oczywiście w humorystycznym ujęciu. Zachowuje się jakby był  wygłodniały od miesięcy. Tak też zachowuje się wówczas cały świat pobudzony coraz silniejszymi promieniami Słońca, mówiąc królu nasz dawno Cię nie było. Tęskniliśmy.

I następuje zmiana dekoracji. Zodiak wysuwa na plan pierwszy Byka, nad wyraz ziemski i stały znak. Przyroda się trochę uspokaja. Wie że Słońce nie jest już na kartki. Ma dziwne przeświadczenie że go przez najbliższy czas nie zabraknie. Ma zaspokojony” pierwszy” jego głód. Powoli kończą się przymrozki, rośliny stają się bezpieczne od Saturnicznych  zahamowań . Jednak ciągle więcej chłoną niż oddają. Na razie wszystko żyje i chce spokojnie zbudować podwaliny do przyszłego owocowania. Cały świat ma komfort przedłużania gatunku. Tak niewiele  temu może przeszkadzać. Ciągle z dnia na dzień jest cieplej, lecz to czas kiedy jeszcze nie jesteśmy zwyczajni upałów, i nadmiar słońca może nas osłabiać. Dlatego jest ono w tym czasie akceptowane, lecz nie wynoszone na piedestały. Można powiedzieć że ogrom bujności wręcz przyćmiewa Słońce. Nie patrzymy na nie, tylko na kwiaty, świeże kolory zieleni, bujność i słuchamy odgłosu pracowicie zbierających nektar pszczół. Cieszymy się pierwszą majówką, piknikiem na trawie. Wszystko jakby emanuje przyjemnością i spokojną erotyką.

Kolejna przychodzi zmiana. Wchodzimy w widzenie Słońca z punktu Bliźniąt. Znak powietrzny i zmienny. Harmonijniej wyrazi naszą życiodajną energię. Jest już na prawdę gorąco. Powoli zbliża się letnie przesilenie, i oczywiście Noc Kupały, święto miłości i zjednania energii męskiej i żeńskiej. 

Lecz zanim rozpalimy ogniska, pyłki przeniesie wiatr we właściwe miejsce. Od słowa do słowa, od podmuchu do podmuchu zapylą się kolejne rośliny. Zaczynają dojrzewać pierwsze owoce, Słońce znowu zaczyna być postrzegane jako konieczność obfitości. Bez niego zgniją słodkie truskawki, rzodkiewki zjedzą robaki a czereśnie zaatakuje nieprzyjemna pleśń. Nie są to jeszcze owoce które dadzą nam przetrwać zimę, ale już dzięki nim możemy powoli smakować nadchodzące lato.

I wreszcie jest, ze śpiewem przy kupałowych ogniskach zaczyna się upragnione lato. Najkrótsza noc w roku obfituje w liczne ceremonie świętujące zwycięstwo światła nad ciemnością.  Choć w tym czasie nie ogarnia nas jeszcze opieką władca, lecz ten pierwszy miesiąc lata to królestwo Bogini, dominacja Księżyca.

 To moment panowania zodiakalnego Raka. Tarotowa Cesarzowa daje teraz rozporządzenia. Słońce choć najgorętsze, jednak nie wydaje się być dobrze zrozumiane. Chce uwagi, lecz wszystko pragnie wody i żyznej gleby, by zawiązać i wydać na świat wartościowe owoce. Materialna kreacja jest w tej chwili najistotniejsza. Wysuszające wszystko Słońce jest niewskazane, ma być ciepło i wilgotno, by wszystko bujnie rosło i zawiązywało owoce. Tak też można by scharakteryzować osoby rodzące się w takiej atmosferze. Emocjonalna pobudliwość.

I w końcu nastaje czas Lwa, władca wkracza na arenę.  Dopiero tutaj Słońce ma największe pole do popisu, by dać się poznać. W jakiej jest kondycji, bez żadnego ściemniania i rozpraszania uwagi. To piękny moment kiedy rodzi się w jego owocach zimowa jakość przetrwania. Słońce króluje i tylko jego wszyscy chcą lub powinni słuchać by przetrwać na przedwiośniu ostatnie tchnienia zimowego uśpienia świata. W blasku płynącego z nieba żaru, dojrzewają złociste kłosy, rumienią się soczyste jabłka i gruszki, wiśnie nabierają czerwieni. Wszyscy są posłuszni Panu tego świata bez żadnych grymasów. By podkreślić jego panowanie, każdy kolejny dzień staje się krótszy, uświadamiając upływający czas i potrzebę wykorzystania tej chwili, tego okresu jak najefektywniej. Każdy zachmurzony a tym bardziej deszczowy dzień jest już niemile widziany. Szczególnie dla zbliżających się powoli ogólnych żniw.

Przyroda pokazuje nam archetyp słonecznej energii w całej okazałości. Król Lew jako opiekun  scalający wszystko i dobroczyńca, nie zaś uzurpator. Czyste Ja, ognisko Woli, bez rozrzuconych co kawałek ograniczających kompleksów.

Niestety człowiek tylko przejawia jego energię, uwiązany w różne doświadczenia i myśli o sobie. Na ile dojrzewa w nim ta energia, na tyle potrafi być dobroczyńcą a  nie tyranem wymuszającym na świecie uwagę, gdyż nie nauczył się jeszcze czerpać z samego siebie. Z tego niewyczerpywalnego źródła życiodajnej energii. To właśnie od tej drobnostki zależy czy świeci, czy domaga się ciągłej uwagi od innych. Cudnie tę różnice demonstruje „ Król Lew „ Disneya.

Dobijamy do ostatniej indywidualnej odsłony. Witamy Pannę. Demeter szuka ostatnich chwil radości ze swoją córką. W każdym gospodarstwie trwają przygotowania do dożynek. Należy oddać cześć przybyłej obfitości. Słońce staje się spokojniejsze, i jego docierający blask jest coraz skromniejszy. Mimo jednak że jest to czas ziemski, w cenie jest suchy ciepły wiatr otulający zżęte siano. Zerwane pomidory i inne soczyste owoce susza się w promieniach jeszcze mocnego słonecznego światła. Zachowanie na później każdej naturalnej witaminki nie może być niczym zakłócone. Każdy uwija się jak w ukropie, by zaprawić, zakisić wszystko co tylko możliwe. Ostrożnie zerwać z jabłoni owoce, by bezpiecznie przechować przez zimę.

Wiatr przenosi osuszone nasiona wraz fruwającym wszędzie babim latem.

Wszysko musi się dziać tylko w ciepłe jeszcze słoneczne dni, by nic nie straciło na jakości i żadna choroba czy zaraza nie zniszczyła całych zapasów. Słodkie musy i soczki przydadzą się na nadchodzące chłodne i mroźne dni.

Wszystko co wydała na świat Matka Natura prosi o godne potraktowanie. Słońce odgrywa w tym momencie wręcz służebną rolę.

I stało się, doszliśmy do lustrzanego punku z wiosennym przesileniem. Dzień sprawia wrażenie jakby powoli zaczynał obumierać. Tak też możemy postrzegać nasze dobroczynne Słońce. Nastaje czas zodiakalnej Wagi i tę właśnie twarz zaczyna podświetlać nasza gwiazda. Z baraniastej egzaltacji, znajdujemy się w słonecznym upadku. Oczywiście od razu nasuwa się opowieść o Ikarze. Przez nieuwagę i nieprzyjmowanie rad Ojca, zapomniał się w cudnej chwili, i spadł. Tak też można postrzegać Słońce w tym niebiańskim czasie. Nie nauczyło się jeszcze że świat zewnętrzny może wpłynąć na Nas. Pamięta o chwili uwielbienia. Tylko że inne cele zostały wyznaczone. Jest zadanie do wykonanie, związane z wolnością. Przejściem w dualność, tego Słońce nie potrafi jeszcze zrozumieć. Przecież jest centrum, dlaczego nagle zostaje tego pozbawione. I choć nikomu już porządnie upał nie doskwiera, to jednak zodiakalna Waga szuka tego zapominanego powoli wywyższenia. Kryguje się, kokietuje, zniewala pięknem li tylko by poczuć wspomnienie.  

Przyroda jednak najpełniej pokazuje właściwe i dojrzałe rozumienie tego czasu. Słońce oczywiście niezmiennie jest naszym centrum, tylko zaczyna bawić się w artystę. Maluje kolory na dojrzewających właśnie dyniach. Uspokajające się drzewa po wegetacji obdarza wszystkimi odcieniami złota. Winogrona szykują się powoli do swojej ostatniej drogi, by oddać słodki i wykwintny sok na wino, napój Bogów. Dojrzałe Słońce zna swoją wartość, może teraz czas poświęcić na zabawę i artystyczny odpoczynek. Można nawet uznać że to artystyczne piękno pojawia się bez konkretnego celu, jakby było samo dla siebie wartością. Wiemy oczywiście że to uboczny efekt powolnego obumierania roślin, lecz widok jest porażający swym pięknem. Można by go nazwać też czasem sztuki dla sztuki i stąd może upadek Słońca które nie mogąc już niczego zapładniać i czekać na owoce, zapładnia wrażenia estetyczne, doznania artystyczne.  

Choć jeszcze trzeba zająć się wszystkim co było schowane pod ziemią, wykopki witają i z pewnością jest z tym dużo pracy, lecz to już następuje w dużo spokojniejszej atmosferze. Ciekawa konotacja, przekraczamy linię horyzontu i na reszcie możemy ujawnić skrywane pod jej powierzchną skarby, przynajmniej niektóre.

Dobijamy do VIII odsłony. Słońce w objęciach Skorpiona. Jak tu się wyrazi, choć już go coraz mniej i mniej z każdym dniem. W tym momencie nawet najcieplejsze dni nie powstrzymają nieuchronnego procesu destrukcji. Pięknie namalowana na drzewach jesień zaczyna się rozpadać. Na naszych oczach żywy świat zaczyna zanikać. Zimny, często padający deszcz zacina w podmuchach silnego wiatru.  Dziwne ich dźwięki za oknem budzą lęki i niewypowiedzianą zgrozę. I tą dziwną nieprzyjazną atmosferą emanuje Słońce tego czasu.  Budzi respekt i zgrozę, choć tak na prawdę to tylko poprzez swoje zapominanie, złudne przeświadczenie o umieraniu.

To moment skupiania się na najważniejszym, najwartościowszym elemencie życia. Skupianiu się na Słońcu i docieraniu do jego prawdziwej kryjówki w nas samych. Cała reszta musi odejść, zostać na powrót wchłonięta przez ziemię. I kiedy dotrzemy już do naszych czeluści Hadesu, znajdziemy życiodajnego Ducha, źródło Naszej Woli, doświadczymy może w końcu oświecenia.

Wówczas może nastąpić kolejna odsłona, zawita w nasze progi Strzelcowate Słońce, lecz już My zaczniemy być źródłem dobroczynnych promieni. Oczywiście wyłącznie gdy zrozumiemy  tkwiący w tym miejscu zodiaku archetyp. Zewnętrznie ruch zastyga, nie ma brzęczących nad uchem owadów. Ostatnie liście spadają z drzew. To spokojnie dogasający płomień w każdym żywym stworzeniu, lecz nie w świadomości. Metaforycznie można te Słoneczne promienie przyrównać do dogasającego właśnie ogniska. Wszystko powoli zostaje wypalone, lecz jego kolor jest przepięknie niebieski. Całe życie zaczyna skupiać się wyłącznie na wyciszonym wewnętrznie sercu, centrum naszego indywidualnego wszechświata. Materia i zewnętrzne twory tego świata powoli tracą na znaczeniu, liczy się odkrywanie świadomego życia. Wszystko powoli zaczyna przyodziewa sztywną formę.

Nastaje czas Koziorożca wraz z zimowym przesileniem. Stare Słońce umarło. Życie z poprzedniego cyklu zostaje już tylko w pamięci drzew, jego słojów, rozsypanych jesienią nasion. Lecz jednocześnie to najtrudniejszy egzamin dla wszystkiego co przez czas wegetacji stworzyło Słońce. Jeśli dobrze wykonało swoje zadanie, nowe dziecię narodzi się ponownie. Dobrze schowane owady obudzą się wiosną, Wiekowego Dębu nie powali byle jaka wichura.

Wszystko ścina siarczysty mróz a śnieżna pokrywa odbija światło chroniąc ziemię przed zbyt wczesnym przebudzeniem. Słońce jakby nie miało w tym czasie możliwości do nas dostępu. O tym kim jesteśmy świadczy wyłącznie schowane głęboko, by przetrwać, rytmicznie w Nas gorące serce. To czas oddzielenia, ale i też powoli nadchodzącej nadziei. Bo przecież co dzień zaczyna dłużej nam świecić dobroczynna gwiazda.

Jeśli nie odkryliśmy naszej centralnej woli do tej pory, możemy stać się tylko zimną i suchą strukturą zbyt formalna by dostrzec potrzebę życia.

Nadchodzi Wodnik. Trochę jest jak zdetronizowany władca. Pamięta że kiedyś rządził. Skostniały Koziorożec nie pozwala mu jednak dotknąć jeszcze coraz mocniej dającej znać o sobie Słonecznej energii. Budzą się zalążki buntu. Chęć wyrwania się z odrętwienia. Odrodzone w Strzelcu Słońce w Nas, przechodzące coraz mocniejsze  zniewolenie struktury, zaczyna powoli wołać już dosyć. Dalej forma nie przejmie nade mną  władzy. Przecież słyszę poza mną zbliżający się tętent koni. Gdzieś zaczyna świecić jutrzenka. Wiem, mam widzenie. Można się pokusić nawet o jasnowidzenie. Wewnętrznie robi się po prostu nerwowa atmosfera. Czasami nawet Słońce zaczyna tak pięknie świecić, jakby chciało dodać nam energii do tej walki z zastygnięciem. Wówczas nawet chce się wyć z ciągłej jednak niemocy. Lecz sprzymierzeńcem staje się dźwięk, powoli każdy słyszy że coś podobnego zaczyna dziać się w innych. Powolna konsolidacja. Rewolucja zaczyna być faktem. Choć jeszcze z wielkimi ofiarami, bo Słońce jest zbyt na razie słabe by poradzić sobie z zimową zmarzliną. Lecz co dzień mocniejsze, z dłuższą odsłoną.

Następuje ostatnia odsłona sztuki, Ryby. Jest już w ciągu dnia na tyle ciepło, że budzą się życiowe soki. Rewolucjoniści nareszcie mogą łączyć się w komuny, choć jeszcze ciągle w ukryciu.  Budzące się z letargu owady roznoszą wici o nadchodzącym wybuchu. Wybuchu wiosny oczywiście. Wszystko jest gotowe i stoi u bram. Nikt właściwie już nie pamięta jak ten świat na zewnątrz wygląda, ale każdy ma mgliste przebłyski w pamięci o utraconym raju. Głębiny gdzieś tam śpiewają o nadchodzącej ponownie obfitości. Narodzinach nowego cyklu w długiej historii życia Naszej Centralnej Woli .

Czym jest astrologiczne podobieństwo

Niedawno Mirek Czylek  podsunął mojej świadomości  ciekawą myśl do weryfikacji. Co tak naprawdę świadczy o podobieństwach w astrologicznym znaczeniu. Znalazł dla mnie i innych przyjaciół osoby urodzone dokładnie tego samego dnia. Dzień, miesiąc, rok. Osobiście mogłam jedynie poczuć odrobinę tej samej krwi z fińskim skoczkiem narciarskim. Amerykański aktor nie wzbudził mojej żadnej reakcji. Całkowicie był daleki od choćby przepływu cienia sympatii, nie mówiąc o jakimkolwiek podobieństwie. No może przez to że to mężczyzna. Jednak muszę przyznać że w jego karierze pięknie wyraziła się ta neptunowa dominanta z tego dnia. Choć dość mało głęboka, ale jednak.

W swoim życiu poznałam również trzy osoby urodzone dokładnie tego samego dnia co ja, nawet w tym samym mieście, lecz oczywiście o innej godzinie. Z żadną z nich nie miałam tego gwiezdnego porozumienia. Absolutnie. Te kilka doświadczeń bardzo mnie zastanawiały. Dlaczego. Jak to  jest możliwe że nie czuję przepływu, nawet odrobinki gwiezdnych sił. Jakbym rozmawiała z obcymi ludźmi. Zawsze wydawało mi się że powinno być przecież inaczej.

Nasunęło mi się , w związku z tym, ciekawe pytanie:

Co tak naprawdę określa, powoduje że czujemy się zidentyfikowani z drugą osobą ?

Co powoduje że potrafimy od razu powiedzieć , ta osoba należy do mojej drużyny ?

Jeżeli nie jest to tak diametralnie tożsame położenie planet względem zodiaku, to co ?

Odpowiedz nasunęła się dość intuicyjnie. Osie horoskopu. Ich wzajemne oddziaływanie, w ułamku sekundy sprawia, że kogoś czujemy przez skórę, lubimy, nie znosimy albo przechodzimy obok. I tak naprawdę nie jest istotne czy zachodzi koniunkcja, odczucie po prostu znaku zodiaku, opozycja a może trudna kwadratura. Zaangażowanie osi horoskopu natalnego w znajomość jakoś dziwnie automatycznie powoduje kosmiczne pokrewieństwo.  Nagle się okazuje że w relacjach międzyludzkich najistotniejsze zaczynają być, nie planetarne aspekty , lecz komunikacja pomiędzy osiami. Nagle przychodzi piękna jasność w rozumieniu roli Asc. Dsc, Mc czy Ic. .

Kiedy patrzymy na koniunkcje czy to ascendentów czy Mc możemy powiedzie że podobne przyciąga podobne. To bardzo ciekawe obserwować grupy znajomych, wręcz chodzące jak stada, o tym samym ascendencie. I co ciekawe, są do grona które niekoniecznie chcą zindywidualizowanej przestrzeni. Lubią się i przebywają w swoim gronie tylko dlatego że to „ bezpieczne”. Instynktownie czują się swobodnie w towarzystwie „ niby „ siebie samego.

Opozycja sprawi że zechcemy wyruszyć na wojnę lub doświadczymy wszystkiego co odczujemy jako  dopełnienie. Fizycznie mamy możliwość odczuć uspokajający wpływ zbawiennej „ czekolady „ lub innego brakującego nam składnika. Opozycja sama w sobie nie jest tak naprawdę jednoznacznie określona. Dynamizuje a jednocześnie pozwala poznać Nam nas Samych, w oczach drugiej osoby.

Kwadratura mobilizuje choć też bywa blokująca i ucieczkowa. Lecz dla osi wyklucza leniwą relacje, nie ma wylegiwania się na plaży. Ktoś musi zmuszać do wskoczenia do wody, by poczuć aktywną twarz życia. Trzeba w końcu się poruszać, a to wyzwala endorfiny, hormon szczęścia . Czy w takim układzie będziemy kogoś za to lubić nie znosić, odpowiedz wydaje się dość oczywista. Tylko że to może nastąpić po czasie, po doświadczeniu tej cudnej ekstazy ruchu i działania. Po chwilach lenistwa i bezruchu odczujemy płynące w nas życie, to przyniesie zawsze miłe wspomnienia.

Zauważyłam również że zaangażowanie osi horoskopu natalnego ze światłami drugiej osoby sprawia jednoczesne odczucie wzajemnego lubienia się. Dość nieoczekiwane choć szczere odczucie nagłej sympatii. I nie jest ważne czy to słońce czy księżyc. Istotne że jest. Nawet niekorzystne inne relacje z planetami lub brak innych, nawet jakichkolwiek, aspektów na pewno chwilowego pierwszego odczucia nie zmienią. Dopiero  wtrącenie się Saturna może sprawić że taka relacja odejdzie na boczny tor.

Inne planety również w podobny sposób działają. Jednak ich wpływ całkowicie jest uzależniony od roli jaką graja w natalnym horoskopie. Jeżeli są dominantą, to znajomość do końca życia. Kiedy są malefikiem, doświadczamy miłej lub nie , chwili. Drugi człowiek pojawi się w naszym życiu jako przewodnik, lub po prostu ubarwi przemykające przed oczami obrazy.

Do tej pory zawsze sądziłam że najistotniejszy czynnik powodujący, determinujący moje wybory a propo znajomych, przyjaciół, partnerów to jakieś magiczne relacje między planetami. Ciekawy przykład który podsunął Mirek, uświadomił mi niewiarygodną i całkowicie dominująca w tym temacie rolę naszych horoskopowych osi.

W dyskusji doszliśmy również do innego ciekawego wniosku. Jeżeli mamy opozycje , kwadraturę lub koniunkcję wzajemnych osi, doświadczamy w podobnym czasie  i w podobnej sferze istotnych tranzytów.

Saturn daje nam dość równo popalić. Robiący karierę  maż znajdzie zrozumienie w zajmującej się domem swoje drugiej połowie. Czy odlotowa żona odnajdzie oparcie w panniastym, pragmatycznym mężu. Grono przyjaciół wspólnie uczy się do egzaminów. Oczywiście z różnym, indywidualnym skutkiem.

Kiedy Pluton  zawita do kompatybilnych domów naszych kosmicznych współtowarzyszy, razem dane nam będzie powstawanie z popiołów. Niekoniecznie każdy jako ten Diament. Zawsze jednak jest obok ktoś kto w dziwny sposób rozumie zaistniałą sytuację.

Wspólne gusta, zainteresowania oczywiście wpływają na intensywność wzajemnej relacji, lecz sympatia, antypatia, niezrozumienie czy totalna obojętność to podstawowy element jakichkolwiek relacji między nami a całą resztą tego ludzkiego świata. A może nie tylko ludzkiego, bo przecież zwierzęta, rośliny nawet insekty darzymy uczuciem sympatii, przynależności i wyczuwania na kilometry. Takie a nie inne rośliny kupujemy do domu lub sadzimy w ogrodzie. Te konkretnie zwierzęta wpuszczamy w swoją intymną przestrzeń. I nie jest to tylko sprawa gustu, lecz raczej aktualnej potrzeby przebywania z tą lub tamtą formą ziemskiej egzystencji.

Całość wywodu zakończę pewną konkluzją która mi się pokazał nad ranem. Niebo spływa na Ziemię w konkretnym skończonym momencie. Następują magiczne zaślubiny Nieba z Ziemią a w tym momencie się rodzimy My. Boska Nuit, nieskończona w swej sferycznej kombinacji planet schodzi, doświadcza określonej formy. Łączy się z ukochanym, konkretnym punktem ziemskiej przestrzeni. Hadit się urzeczywistnia. Oboje chcą się nawzajem wyrazić. Hadit skończenie odnawialny, Ona ciągle inna i nowa. Formy, możliwości przejawu są określone ale ewaluują dzięki stępowaniu Boskości w nas.

Bez osi mamy cudne choć niepowtarzalne niebo, a przecież w każdym jest pragnienie dotykania w sobie gwiazd.

Singapurski Pocałunek- astrologicznie

Astrologiczne sex porady z przymrużeniem oczka.

Zaczęło się nieskromnie od „ wirusa „ u kolegi. Dziwnym trafem filmy porno zaczęły pojawiać się na jego tablicy. Jak to nieproszone wirusy zrobiły porządek choć nieplanowany. Wymuszony, ale co pobudziły to właśnie pragnę opisać. Dołączyła potrzeba innego znajomego związana z cmoknięciem waginy, starał się zgłębić ten temat. Również w tym samym czasie zaczęłam toczyć dysputy z inną osobą o zbliżonej tematyce.

Dlaczego akurat wczoraj, co kosmicznego się wydarzyło by temat się pojawił bez zbędnego krygowania i zasłony tabu? Jesteśmy obecnie po ciekawym Nowiu z Neptunem w tle. Czyżby spadły zasłony naszych skrywanych perwersji i preferencji seksualnych? Może tak się właśnie objawia sekstylowa rumba pomiędzy Neptunem i Plutonem.

Powstało ciekawe pytanie o  pornografię w astrologi. Jak ją wyrazić, znaleźć .

Jak planetarnie opisać waginalne cmok cmok, singapurski pocałunek. Informacja w  internecie  opisująca go pachnie mi trochę seksizmem lecz fakt pozostaje faktem ,  niewiarygodna moc w tym tkwi.

Burzy się oczywiście w mym jestestwie dotykający pogląd że to kobieta ma kombinować i wykonywać profilaktyczne ćwiczenia by zaspokoić tego „jedynego” . Lecz może odejdę od tego feministycznego widzenia.  W Tantra Yodze istnieje pogląd , że  tylko doprowadzając kobietę do głębinowego orgazmu, mężczyzna dozna prawdziwej rozkoszy, czyli chyba warto go  pobudzić tak na prawdę dla własnej przyjemności. My mamy głębię której szukamy, oni ekstazę do której dążą.  Niezła zabawa .

Mężczyźni to dla was nauka , chcecie nieba dajcie go najpierw swojej kobiecie.  Inaczej przyjemność będzie prozaiczna.

Poszłam w gęste klimaty a tak naprawdę zafascynowała mnie energetyka planet w odpowiednich znakach w wyrazie pornograficznym. Chyba dominacja Panny ratuje mnie przed perwersyjnym podejściem do tematu. Bo tak naprawdę wrzucenie tutaj jakiś preferencji zburzyło by edukacyjny efekt.

W dyskusji na ten temat z przyjaciółmi Karoliną E. Moniką Pachniewicz, Mirkiem Czylkiem i Tomkiem Kiedosem powstał pomysł opisania tego co burza naszych mózgów przyniosła. Tytuł do tych wtrętów który się od razu mi nasunoł to :

Porady zdesperowanego Astrologa.

Jednak zdecydowałam się inaczej zatytułować ten kącik .

Zacznijmy więc konkretyzować to pornograficzne szaleństwo. Choć może dla niewielu to będzie pornografia, jedynie jej popłuczyny. Ostry seks zostawmy znawcom.

Ciekawą propozycje podał Mirek o czymś w rodzaju pogodowej seksualnej prognozy związanej z pozycją Księżyca w znakach. Jest ciekawa bo szybko się zmienia. Można by na blogu zamieścić aktualne przepływy dominujących emocji. Postaram się zaistnieć jak Zubilewicz z seksualną prognozą pogody

Spróbujmy:

Na początek

Nów: pozycja misjonarska w temacie .Raczej patrzenie w oczy i głębokie zrozumienie we wzajemnych stosunkach. Nie ma sekscesów, to poznawanie. Wszelkie pozycje face to face sprzyjają. Kobieta i Mężczyzna się sobie oddają . A jednocześnie potrafią wejść w nurt wzajemnego pożądania i fascynacji. Prognoza pogodowa korzystna pod warunkiem że lubicie nowe wyzwania.

Pełnia: 69 to propozycja na dzień dobry. Śniadanko reto nie zaszkodzi. Może być w pionie, poziomie, konwencjonalnie lub tradycyjnie. Byle by było w opozycji. Kłótnia nie zaszkodzi ma swój seksualny wydźwięk tego dnia . Szaleństwo górą.

Kwadry księżyca: tu sprzyjają pozycje kontowe  , chyba nie muszę tłumaczyć, a jeśli muszę to indywidualnie.      

Przychodzi czas na zabawę, tą pogodową oczywiście:

Lecimy po zodiaku po kolei. Jako że Księżyc dzisiaj w Rybach zacznijmy od niego.

Wchodzę w rolę pogodynki ( seksualnej) niech się dzieje.

Mamy trochę seksualny dyskomfort. Ryby nie lubią konkretów. A tu Księżyc ze swoimi emocjami się wtranżala. Oczywiście  jak zareagujecie na tę konfiguracje zależy od was zero archetypu, lecz przekaz z tego miejsca jest taki.

Chcesz seksu to się najpierw wyluzuj, gandzią, wódką lub innym psychotropem.

Zbajeruj partnerkę o wrzosowisku, a  będzie Twoja

Bajki na dobranoc również są w cenie.

To moment w kosmosie kiedy albo na prawdę kochasz albo potrafisz dać drugiej osobie piękną tego wizje i złudę.

Prognoza na kolejne trzy dni:

Księżyc w Baranie : Emocje nie dadzą nam spokoju, albo je rozładujemy albo kogoś fizycznie lub mentalnie pozabijamy. Życzę jednak chętnego partnera bo inaczej będzie nieprzyjemnie. To czas intensywnego wyładowania bez zbędnych konwersacji. Konkret seksualny, szybko  i na temat.

Księżyc w Byku, jakoś od 26 lutego czyli już niedługo.

Posil się, głód to wróg seksu. Przyjemność trzeba podkreślać, iluminować , zmysłami, zapachem, dotykiem, węchem, smakiem , oddechem, odczuciem ,biciem serca.

Pora na Księżyc w Bliźniętach .Trudny temat. Jak wyrazić emocje i potrzeby seksualne eterycznie, lub prościej powietrznie. Czy zrobimy intelektualną imprezę by zaspokoić swoja potrzebę i przyjemność. Czy przegadamy spotkanie  choć najbardziej erotycznie się zapowiadające. Może też zaprosimy do „dyskusji” bliźniaka albo brata i siostrę.

Przychodzi czas Księżyca w Raku:

Chcesz pobudzić partnera, zaznacz w ubiorze że nie masz silikonu, tylko naturalny piersiostan. Romantyzm w stosunkach wskazany, wanna świeczki i płatki róż. Delikatna muza pomoże również. I lepiej w tym czasie przynieś do waszego wspólnego gniazdka jakieś afrodyzjaki. Partner lub partnerka da radę by wyjść ze swojej skorupy dzięki takim gadżetom.

\

Pora na Lwa i przebywanie Księżyca w jego objęciach. To między 5 a 7 marca 2012.

Tu znaczenie we wzajemnej inspiracji będzie miało kto na kogo wygląda. Czy potraficie  dla siebie stworzyć scenę by  się w pełni wyrazić. Większe znaczenie ma w tym momencie prezentacja niż samo doznanie siebie nawzajem.

Księżyc w Pannie dobije w terminie 8-10 marzec. Strzeżcie się ,oczywiście z przymrużeniem oka. Pragmatyczna i analityczna Panna nie sprzyja seksualnym szaleństwom. Najpierw spyta o test na Aids, sprawdzi czy macie wyszorowane paznokcie i jeśli zgodzi się na bara bara to rozłoży to na czynniki pierwsze. Po pierwsze musi być higienicznie i zdrowo .

Tak na rozgrzanie atmosfery przyda się przebranie pielęgniarki.

10-12 Marzec Księżyc w Wadze. Dylemat będzie gonił dylemat. Czy umówić się z sąsiadką ( sąsiadem )na przeciwko czy zza rogu. Wolę afrodyzjaki czy może rzucenie na ścianę. Wybór jest masakrycznie  trudny . Jak odkryć co jest przyjemnością a co tylko do niej drogą. A może założyć pantofelki.  Waga myli znaki z potrzebami. Wieczny dylemat między niewiadomymi. Nie odczutymi elementami przestrzeni.

I nadchodzi Skorpion raczej wizyta Księżyca w nim. 12-14 marca. Oj się będzie działo. Wykorzystajcie ten czas na wszelkie seksualne inspiracje .Nie ma  że się boje, tylko muszę spróbować. Kajdanki będą ciekawą odmianą. Nowy lateksowy strój nada się na tę okazję. Maski peruki baty i pejcze. Oczywiście kto co lubi. Niedopowiedzenia, hipnotyczne uwiedzenia są w cenie. Podszepty, zauroczenia i zapatrzenie. Nieokreślenie własnych potrzeb tylko czyjaś realizacja. To domeny tego czasu.

Biegniemy do Strzelca : 14-16 marzec. Pierwsze skojarzenie – seks w dalekiej odległości. Pewnie delegacja przyniesie ukojenie. Choć nie do końca może chodzić tylko o odległość czy podróż. Coś emigracyjnego egzotycznego pomoże w erotycznej inspiracji. Nie mówiąc o tekście: sięgaj gdzie wzrok nie sięga.  Tak naprawdę to czas sprzyjający nieokiełznanemu seksowi, bez uwarunkowań i ograniczeń.

Potem nastąpi uspokojenie. Księżyc wkracza do Koziorożca. Trzeba swoje potrzeby skonfrontować ze społecznymi normami. Choć moim zdaniem  to zawsze tajemnica alkowy, lecz tu następuje czas przemyśleń. Tu oddajemy się seksualnym igraszkom w sposób zorganizowany i przemyślany. Nie ma szaleństw z fazy Strzelca. Jest kolacja o 19:00 dzieci kąpiemy 20:03 seks po wieczornym filmie. Nagle po prostu przypominamy sobie o obowiązkach. Przyjemność nim nie jest.

I kiedy już sobie tak świat poukładamy i zrobi się okropnie nudno następuje uwolnienie.

 Wodnik i Księżyc w nim dają osobie znać. I tu mam wielki problem, bo jak opisać czy nawet dać namiastkę seksualnośći dla obojętnego w  tym klimacie wodnika. Czy powiedzieć o wibratorach a może jakichś technicznych gadżetach. Seks dla tej strefy zodiakalnej musi być specyficzny. Inny nietypowy racjonalnie niewytłumaczalny. Z tyłu z przodu do góry nogami byle inaczej niż wszyscy, nietypowo.

Co do Księżyca w Rybach nikt z moich przyjaciół się nie wypowiedział, więc inspiracji czerpać nie mogę. A tu można by powiedzieć jest dopiero pole do popisu. Choć już na początku prognozy o Nim wspomniałam. Można by powiedzieć iż w tym przedziale róbta co chceta. Wszystko dozwolone. Tu możecie natrafić na wszystko. Niestety trzeba zacząć od lęków. A to właśnie te klimaty. Nagle bloki i niechęci wezmą górę i z seksu nici. Jednak to piękny czas dla fantazji  i upustu tym sferom.  Perwersje góra w tym momencie, wyobraźnia niech robi projekt. To moment kiedy można wyjść z króliczej nory.

A teraz klu artykułu. Kiedy najlepiej zrealizować waginowe  clik clik. Osobiście uważam  że w każdym zodiakalnym czasie, choć potrzeby odpowiednich stref są  inne. Skoro jednak  Azja w tym bryluje, Ryby muszą być najodpowiedniejsze .

Mistycyzm 8-mego Domu.

 By uzupełnić temat ósmego domu, zamieszczam artykuł na jego temat Carmen Turner-Schott.

Algielski tytuł : ” The Mystries of the 8th Hause: Hause of Death @ Transformation „

Piękne tłumaczenie napisała Karolina E.

A tekst podsunął Tomasz Stasiak.

Bardzo za to Wam dziękuję .

„Po wieloletnim studiowaniu astrologii stało się dla mnie oczywiste, że najpotężniejszym domem w naszym kosmogramie jest właśnie ósmy dom. Za każdym razem analizując horoskopy urodzeniowe, zauważałam wspólny wątek dla wszystkich osób, które miały planety w tym domu. Chcę namalować obraz najintensywniejszego domu w horoskopie- domu śmierci.

Domem 8 rządzi Skorpion. Wszystkie sprawy związane z tym znakiem rządzą tym domem. Najważniejsze z nich to śmierć, seksualność, tajemnice, zasoby innych ludzi, poświęcenie i niewidzialny świat duszków, bytów astralnych, duchów, oraz nasze bezpośrednie doświadczenia z tymi sprawami. To co jest intensywnym, niewygodnym i głębokim tabu mieści się w tym domu. Posiadanie planet w domu 8 daje obsesję śmierci. Śmierć to symboliczna zmiana. W Tarocie Śmierć reprezentuje transformację, regenerację i zmianę. Wszystko to można znaleźć w domu 8.

Wiele osób posiadających tutaj planety odniesie korzyści poprzez zasoby innych. Ten dom to dom spadków, dziedziczenia i ziemi. Cokolwiek dostajemy na skutek śmierci bliskiej osoby to dom 8. To jest dom poświęcenia. Co to poświęcenie oznacza? Osoby posiadające tutaj planety, zwłaszcza Słońce lub Księżyc doświadczą korzyści od innych. Wielu ludzi się poświęci żeby zadbać o nich finansowo. W innych przypadkach ta energia może się zamanifestować w odwrotny sposób. Ludzie będą się nieustannie poświęcać swoje emocje i to czego naprawdę pragną. Mogą się zakochać w kimś, kto nie jest wolny. Mogą trwać przy małżonku z poczucia winy bądź z odpowiedzialności, kochając kogoś innego. Te sytuacje mogą stworzyć głębokie poczucie osamotnienia i uczucie żalu, urazy.

 Nie można uciec od tej energii. Ludzie ósmodomowi muszą poddać się transformacji, pozwolić umrzeć niektórym rzeczom, po to żeby na tym skorzystać. Rozwój duchowy i głęboki wgląd w innych to dary tego domu.

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl kiedy myślimy o 8 domu to słowo Energia. Subtelne energie, które otaczają nasze ciała, znane jako chi, prana, siła życiowa oraz to, jak można ich użyć do uzdrawiania innych. Posiadanie planet w domu 8 uwrażliwia nas bardzo na te energie. Jesteśmy w stanie „czuć” ból innych, ich emocje i pole energetyczne. Niestety, często jest to bolesne dla ósmodomowej osoby. Jeżeli nie jesteśmy świadomi tej zdolności mogą się zdarzyć dwie rzeczy. Pierwsza, możemy ignorować te odczucia i stawać się coraz bardziej samotni. Druga sprawa, możemy potraktować to osobiście, jako zagrożenie dla nas samych i uwierzyć, ze inni nas nie lubią. Możemy się wycofać i zbudować wokół siebie niewidzialną ścianę, żeby się uchronić.
Można sobie wyobrazić jak bolesne jest odczuwanie cierpienia innych. Ludzie z podkreślonym domem 8 potrafią przejrzeć motywy, czyny, myśli innych. To co inni pokazują na zewnątrz jest nieistotne, ponieważ jesteśmy w stanie przeniknąć w ich prawdziwą energię, myśl i emocje. Kiedy nie zgadzają się one ze sobą, czujemy to głęboko. Zwłaszcza ludzie urodzeni ze Słońcem lub Księżycem w domu 8 mogą doświadczać głębokiego odczucia samotności.

Kiedy po raz pierwszy doświadczamy tej energii, możemy nie dowierzać jej, wątpić w odczucia. Każdy musi nauczyć się ufać intuicji. Chciałabym omówić przykład klientki, posiadaczki wielu planet w domu 8, i jedno doświadczenie, którym się ze mną podzieliła. Jest ona pracownikiem socjalnym i część jej pracy polega na składaniu wizyt domowych. Pewnego razu odwiedziła nowa rodzinę. Chodziło o 15-letnią dziewczynę, adoptowaną w wieku 5 lat. Mieszkała z matką i partnerem matki. Kiedy moja klientka dotarła na miejsce wszystko wydawało się normalne, dopóki partner matki nie wrócił do domu. Klientka przeprowadzała właśnie wywiad z dziewczyną i jej matką w kuchni.

Kiedy mężczyzna wszedł do pomieszczenia, natychmiast poczuła- „ten człowiek molestował seksualnie 15-latkę”. Odpędziła tę myśl, nie wiedząc skąd się pojawiła w jej głowie i wiedziała, że nie zna tej rodziny na tyle dobrze, by móc pomyśleć o czymś takim. Po wielu tygodniach, odebrała telefon od innej koleżanki po fachu, która martwiła się o 15 latkę, która oskarżyła partnera matki o molestowanie rok wcześniej. Moja klientka nie miała pojęcia o tym fakcie przeprowadzając wtedy tamten wywiad, kiedy to poczuła co naprawdę dzieje się w tej rodzinie.

Każde doświadczenie tego typu prowadzi do głębszego zrozumienia siebie i innych. Ludzie ósmodomowi czują inaczej niż inni. Mogą czuć, że nikt ich nie rozumie i nikt innyh nie czuje tego co oni. Widzę to i słyszę od nich cały czas. I mają rację, taka prawda. Większość ludzi nie czuje myśli, uczuć, zamiarów innych tak dokładnie. Większość ludzi poprzestaje na pozorach nie kwestionując i nie zaglądając głębiej w człowieka obok nas. Zdolność widzenia prawdy jest wyjątkowa, chociaż może to sprawiać, że ludzie ósmodomowi odsuną się od innych i pozostawieni sami sobie popadną w depresję. Wielu z nich leczy się na tę chorobę. Sposobem, aby ulżyć sobie w niej jest ochrona samego siebie. Rytuały ochronne są niezmiernie ważne dla tych ludzi. Podstawowym rytuałem ochronnym jest wizualizacja białej bańki wokół siebie. Kiedy kontaktują się z ludzmi, którzy oddziaływują na nich negatywnie, to wizualizacja białego światła pomoże. Ważne aby wizualizować to codziennie z myślą że nic negatywnego nie ma dostępu do ich aury. Istniej wiele technik, ta jest podstawowa, i działa.

Po zbadaniu tych kwestii na sobie i innych zrozumiałam czym tak właściwie jest 8 dom. Zamiast czuć się innym i odseparowanym od innych musimy zacząć myśleć o tym jako o Jedności z innymi. Ci ludzie czują energie innych, aury, myśli i emocje. To jest bycie jednością z innymi, nie bycie odseparowanym. Jeżeli ludzie ósmodomowi spojrzą na to w ten sposób poczują niewytłumaczalne szczęście. Zrozumieją, że to dar, błogosławieństwo i nie będą chcieli nigdy stracić naturalnego daru uzdrawiania, który posiadają.

Dom Skorpiona jest znany również jako dom śmierci. Wielu ludzi z planetami w domu 8 zwłaszcza z Księżycem i Słońcem doświadcza w młodym wieku śmierci kogoś bliskiego. Zaczynają sobie głęboko uświadamiać że ludzie umierają, rzeczy się zmieniają i że oni sami pewnego dnia umrą. Zawsze mają poczucie własnej śmiertelności. Ta świadomość, potrzeba pcha ich naprzód w życiu. Próbują przeżyć każdy dzień jak najpełniej. Prawdziwą lekcja dla nich to uświadomienie sobie, ze śmierć to tylko iluzja, transformacja, przejście. Prawda jest taka że nic nigdy całkowicie nie umiera. Energia jest transformowana na inny poziom istnienia. Jak mówi fizyka „Energii nie można stworzyć lub zniszczyć, przekształca się ona w inną substancję”. Moja przyjaciółka doświadcza energii ósmodomowej całe życie. Ma w domu 8-mym Słońce, Merkurego i Saturna.

Słońce reprezentuje ojca i w jej przypadku realizuje się ono bardzo ósmodomowo. Jej ojciec zmarł kiedy miała 13 lat. Ona i jej matka wychowywały razem pięcioro jej rodzeństwa. Stracili interes rodzinny kiedy on nieoczekiwanie zmarł. Odziedziczyła po nim trochę pieniędzy ale gorzka strata ojca w tak młodym wieku wpływa na nią do teraz. Powiedziała mi że często doświadcza tego, że coś w niej umiera i nagle

staje się zupełnie inna. Pewnej nocy leżała w łóżku i poczuła te intensywna energię wokół siebie. Cale jej ciało zaczęło się trząść i czuła jak ta energia podażą w góry przez jej czakramy. Następnie poczuła totalny smutek. Powiedziała, że jedyne słowa, które to mogą opisać to, „że czuła tak jakby coś w niej umarło”. Po tym doświadczeniu jej życie nie było już takie samo. To jest 8 dom w akcji.

Prawdziwi uzdrowiciele, doradcy, media maja zazwyczaj obsadzony dom 8. Najpotężniejsi uzdrowiciele często maja w tym domu Plutona. Ludzie pracujący nad ciałem, mistrzowie Reiki, i uzdrowiciele praniczni również. Najważniejsze żeby pamiętać że 8 dom nie kłamie. On wyciąga na światło dzienne, wywabia z lasu wszelkie prawdy, emocje, uczucia i myśli. Ci co maja oczy, zobaczą. Tylko pamiętaj, żeby doświadczać tego jako jedności z innymi, a nie oddzielenia. To tylko polepszy twoje umiejętności i rozumienie własnej drogi życiowej. 8 domu nie należy się bać, bo to zamaskowane/zakamuflowane błogosławieństwo. Ci ludzie to prawdziwi uzdrowiciele naszego przyszłego świata.”

PLUTON,czy ma tylko destrukcyjne oblicze?

PLUTON czy ma tylko destrukcyjne oblicze ?

Do napisania tego krótkiego artykułu zainspirowały mnie słowa Prof. Leszka Weresa :

” Okrutny Pluton daje zagładę i daje też przetrwanie. Przy rybich aspektach dwunastego domu tym więcej będzie ku przetrwaniu ciągnął, im więcej innym pragniesz pomagać „

Osobiście pomagać zamieniłabym na ofiarować.

Jest to może pewne dopełnienie artykułu o ósmodomowości.

Sam Pluton przynosi oczyszczenie, rozpadanie się, wysysanie energii z formy. Pobieranie życia by skonstruowałao się na nowo.

Pamiętam szkołę u Pana Profesora, szkołę Skorpiona gdzie namalowałam mandalę tego znaku.

Lecz do dzisiaj Rybiego obrazu stworzyć nie potrafię. Może nie jest tak prosto ująć dwoistość i nieskończoność w jednym tańcu kolorów i symbolicznych kresek.

W tych słowach przyszły do mnie z niepamięci moje przemyślenia, o dziwnej prawidłowości energii które przynosi relacja Ryby/Skorpion, Pluton/Neptun. Oraz oczywiście inne ich kombinacje.

Zawarta jest tutaj pewna istotna prawidłowość.

Jeżeli osiągniesz zrozumienie, przyswojenie, akceptacje neptunowych, rybiastych, dwunastodowmych energii , obraz końcówki drogi lub końca etapu, wszystko wówczas z zasobów wspólnej energii zacznie być dostępne, wróci jak bumerang.

Zauważyłam jedną, bardzo ciekawą prawidłowość dotyczącą Plutona, silnych skorpionów i osób z mocną emanacją ósmego domu. Te okrutne i nieskore do negocjacji energie zawsze oszczędzają niewinnych i ofiarnych. Jednak do ostatniej kropli krwi, bez grama litości niszczą ego i zalążki naszego przywiązania do słowa „jestem”. Świadomie napisałam „ jestem” z małej litery. Nie dotyczy to naszej Woli i swoistego duchowego poczucia „ JESTEM „. Bo to właśnie jak najbardziej ta transneptuniczna planeta chce pozostawić w nienaruszonym stanie. Obudzić i uaktywnić.

Jest to temat który od dłuższego czasu mnie zachwyca. Kombinacja sprawiedliwości, ofiarności i indywidualnego odczucia swojego jestetstwa. Nie ma formy, jest tylko jej emanacja. Jest życie które nie znosi posegregowania. Ale uporządkowania potrzebuje. Zbytnie zastyganie musi się rozprężyć. Forma i materia to tylko niska częstotliwość wyrazu. Może nie tylko, bo jest piękna.

Lecz potrzebuje tak skondensowanej energii by odbić się od przysłowiowego dna.

Poznałam w swoim życiu wiele Skorpionów i osób z dominującym Plutonem w horoskopie. Przy ofiarowaniu, oddaniu siebie, braku zostawiania kszty nawet na dnie dla swego jestem, zawsze wydadzą wyroki uniewinniające. Nie potrafią drążyć i niszczyć dalej, głębiej. Tak naprawdę nie mają natury unicestwienia życia, lecz wykasowania obrastania w mylące formy.

Tranzytujący, ciężko doświadczający Pluton nie ma na myśli bawić się czyimkolwiek życiem,lecz je wydobyć. Formę zniszczy, by uświadomić że nie jest perpetum mobile, ego doświadczy, bo ma wzrastać, złudę wypędzi bo w nurcie życia liczy się tylko czysta woda.

Cieszy mnie na zakończenie pewna myśl. Pisanie tych słów sprawiło że ożyłam. Dodało mi brakującej na ten moment energii. Niedawno, kilka chwil temu coś ofiarowałam. Mocne to było, bo czułam że zniknęłam na moment. Lecz było szczere i prawdziwe, dlatego dostałam drogę by się obudzić. Dziękuje za to. To jest na prawdę piękne.

Prawdy Pluton nigdy nie naruszy.

SEDNA, PLANETA TRANSNEPTUNICZNA

SEDNA Pani ciemnych zimnych głębin, przez innych nazywana

 Boginią Zimnego Morza.

Każdy z nas słyszał w dzieciństwie opowieści o dziwnych morskich stworzeniach zwanych Syrenami. Pół człowiek pół ryba. Zwabiających swym  urokliwym śpiewem i urodą na manowce nie jednego mężczyznę. By w końcu strącić go w otchłań zabójczego oceanu. Oczywiście brzmi to bardzo nieprzychylnie dla tego mitycznego stworzenia, ale czy takie istoty na prawdę zamieszkiwały ziemskie przestrzenie.

 Nie wiem. Niektóre opowieści zgoła inaczej je opisywały. Chociażby Disneyowska animacja gloryfikuje uwięzioną w morskich przestworzach piękność.

Tylko tak naprawdę co wynika z tych pewnie po wielokroć zmodyfikowanych opowieści. I dlaczego tak intensywnie działają na naszą wyobraźnię.

Kiedy niedawno natrafiłam na historię Sedny, uderzyło mnie przeświadczenie że Ona mówi do mnie. Że jakimś dziwnym trafem znalazła sposób bym usłyszała opowieść o   sobie samej.

Nie postrzegam jej jako Bogini z mitycznego panteonu. Wydaje się być nowa, świeża, lub z innych odmiennych przestrzeni. Emanuje głębią, zimnem i smutkiem. Ponurością lecz również skondensowaną potencjalną siłą.

Dla ludzi spod bieguna północnego, Inuitów z Ameryki, Grenlandii, północnej Rosji i Skandynawii ,w których mitologiach istniała, życie bez jej dziedzictwa, czyli morskich stworzeń , było by niemożliwe. Do niedawna społeczności w tych rejonach świata od obfitości morza i jego łaskawości była absolutnie zależne. Dorodne połowy czy polowania mówiły o przetrwaniu. Tylko morze mogło dać spokój i egzystencje kolejnych dni. Tylko Sedna dla tych społeczności była wyrazem panowania nad przeżyciem i obfitością morskiego życia.

Teraz dochodzimy do sedna historii o Sednie .

Mit o Sednie

Znalazłam kilkanaście o Niej opowieści. Niektóre były zbieżne inne dość odległe od pierwotnie poznanych. Postarałam się więc opisać jej historię tak jak to osobiście widzę. Szczególnie że jest mi jakoś dziwnie bliska.

Piękna, młoda dziewczyna o imieniu Sedna wychowywana była przez ojca. Urodziła się z wielkim przeświadczeniem swojej Woli i  Wartości. Chciała mieć całkowitą kontrolę nad swoim przeznaczeniem. Jej ojca tak postawa irytowała. Nie obchodziła go Wola córki. Chciał  i żądał podporządkowania.  Twierdził że sam najlepiej wie co dla Sedny jest najlepsze. Uznał że tylko On potrafi podejmować odpowiednie dla niej decyzje.

Mieszkali w małej miejscowości i życie codzienne nie było sielanką. Wszyscy ciężko pracowali by przetrwać.

Pewnego dnia jej ojciec postanowił wydać za maż córkę. Miał to być ktoś wybrany oczywiście przez Niego. Wielu konkurentów odwiedziło ich  domostwo, lecz Sedna była nieprzychylna żadnemu.

  Mijały lata i w końcu Ojciec Sedny zadecydował by wyszła za mąż za zwykłego polarnego psa – zamieszkała z nim na wyspie, tam też rodziła dzieci, jednak wśród jej potomstwa były także szczenięta.

Nie potrafił jednak zaakceptować tego  Agnut jej ojciec.  Rozzłoszczony, poniżony zabił psa. Sedna, nie mogąc wyżywić dzieci, wyprawiła je w świat. Swoje szczenięta wysłała za morze (tam – wedle wierzeń Eskimosów – stały się one przodkami Europejczyków), a ludzkie dzieci – w głąb lądu (to od nich wywodzi się lud Eskimosów).

Sedna wróciła do domu ojca , szukając schronienia i ostoi po tak niekorzystnym obrocie spraw w jej życiu. . Gdy pewnego dnia przybył do domu Agnuta pewien człowiek, (król mew pod ludzką postacią), Sedna straciła dla niego głowę. Mamiona pięknymi słowami o świetlanej przyszłości, pieśniami o cudnej miłości, uwierzyła mężczyźnie i zakochała się – nie pytając ojca o zdanie – wyruszyła w daleką podróż do nowego domu. Po przybyciu do celu okazało się, że kochanek Sednę omamił.  Jej los był już w tym momencie przesądzony, niestety bez szczęśliwego zakończenia. Znalazła się w Królestwie stosów martwych ryb, twardego posłania ze skóry morsa i posiłku z surowych ryb. Została uwięziona w tym umierającym świecie. Zrozpaczona dziewczyna oczekiwała od tej pory na pomoc ojca. Śpiewała  mu pieśni  by wrócił i ją wybawił. W czasie wiosennych roztopów  Agnut wyruszył na poszukiwanie córki. Wsiadł do swojej łodzi i długo wiosłując próbował znaleźć Sednę . Gdy zobaczył jak żyje, był wściekły i przerażony. Niewiele myśląc zabrał córkę do łodzi, by zabrać ją do domu. Dziewczyna była ojcu niezmiernie wdzięczna za wybawienie od oszusta, Król Mech, Człowiek Ptak ,był wściekły z takiego obrotu spraw. Sedna była jego i nie miał zamiaru pozwolić jej odejść. Rozpostarł więc swoje przeogromne skrzydła i rozbudził uśpione morze. Przywołał rozszalały sztorm.  W tej dzikiej  burzy Agnut, chcąc odciążyć łódź, postanowił oddać córkę  morzu ratując swoja skórę. Złożyć ją w ofierze w zamian na swoje przetrwanie.  Wyrzuca ją za burtę by odciążyć małą łudź. Sedna wpadła do lodowatej wody lecz ostatnią siłą woli chwyta się krawędzi  czułna. Walczy o życie. Ojciec jest zdeterminowany, nie może w swoim mniemaniu skończyć w lodowatych morskich przestrzeniach. Wyciąga nóż, pewnie taki do patroszenia ryb, i zaczyna odcinać palce. Jeden po drugim. By w końcu córka przestała walczyć. By w końcu dała mu możliwość przetrwania w tej dramatycznej sytuacji. Sedna sekunda po sekundzie traci nadzieje na ocalenie. Jej własny ojciec strąca ją w nieprzyjazną lodowatą otchłań. Nie  mając wyboru powoli zaczęła się poddawać pochłaniającej ją zimnej głębokiej toni. Zaczęła skupiać się wówczas na swoim życiu, jak ją rozczarowało. Ufała ludziom lecz ją zdradzili, czuła bezsilność i strach. Spadała coraz głębiej tracąc resztki oddechu.

W tym dziwnym bezkresie nagle oddała się we władanie swojej Woli. Siły która zawsze stanowiła o Niej. Zaczęła w sobie odczuwać stworzenie. Powstawały nowe światy. Dawała życie morskim istotom.  Coś zaistniało w jej łonie. I musiało się narodzić w innej już przestrzeni. Jej Wola życia wygrała ze śmiercią. Choć jako córka przestała istnieć, stała się matką wszelkiego morskiego życia. Z jej odciętych palców rodzą się foki, wieloryby, niedźwiedzie polarne. Jej ciało zmienia formę. Staje się podobne mitycznym syrenom. Wszystko co żyje oceanicznych głębinach staje się jej podwładne. Wypełnia swoją Wolą życia głębie  morskiego oceanu. W tym momencie przestaje być ofiarą, staje się nową kreacją kolejnej przestrzeni.

CO MYŚL O NIEJ NAM PRZYNOSI

Jej historia, mit przypomina nam że  możemy uwolnić swoją świadomość ofiary w momencie kiedy naprawdę uwalniamy się z toksycznych chorych relacji. Ofiarność nie jest atutem, lecz to co z nią zrobimy. Tylko siła uwolnienia od sytuacji w której tkwimy mówi jak silna wolę przetrwania mamy. Na ile coś może nas unieruchomić i do jakich granic. Na ile  geneza naszego pochodzenia pozostawia w nas pamięć takich sytuacji. Ile pamiętamy z Rodziców których ciągle nam brakowało. Patryjalchalnych instytucji w których nie sposób znaleźć szacunku dla kobiecych energii. Beztroskości dziecka które jest ciągle sztorcowane. Dyskryminacji preferencji seksualnych czy odmienności rasowej.

Niezależnie jednak od naleciałości i przesłanek, Sedna zachęca nas skoncentrowania się na własnejmocy twórczej. Mówi: Zdecyduj jak chcesz być traktowany i emanuj tym. Jeżeli ktoś w Twoim życiu ciągnie Cię w dół może nadszedł czas aby poświęcić palce, drobinę swojej egzystencji, lecz dalej żyć już w swoim świecie. To my tworzymy naszą rzeczywistość . Całą opowieść o Sednie możemy potraktować jak ratowanie swojej twórczości, niezależności, Woli. Jest opiekunką naszego psyche, wyobraźni i każdej stworzonej w nas formy. Jej wola życia nie umarła wraz ze spadaniem w coraz głębsze otchłanie zimnych morskich przestrzeni. To doświadczenie obudziło wolę wyrazu, chęć doznania siły która w Niej tkwiła. Nie mogła opaść na dno i zamienić się w kolejną wapienną skałę. Chciała żyć i nie ważne jak i gdzie. Doznała tego uczucia i chęci stwarzania. Tam nie było śpiewu z wołaniem o pomoc, tam stała się ona . Ciemna zimna głęboka, ale swoja. Wszystkiego czego mogła tam doświadczyć to siły, swojej własnej. Żadna tak zwana przyjazna dłoń nie była by na miejscu, okazała by się katem dla nowo powstającego cudnego świata. Morze stało się jej twórczością miejscem które zapełniła sobą. Stworzyła inny wymiar rzeczywistości po przez swoją świadomą Wolę.

 

 Imieniem Sedny naukowcy nazwali planetoidę 90377 Sedna odkrytą w 2003 roku położoną najdalej od Słońca.

90377 Sedna – duża planetoida transneptunowa, poruszająca się po bardzo wydłużonej orbicie.

Planetoida ta została odkryta 14 listopada 2003 przez Mike’a Browna, Chada Trujillo oraz Davida Rabinowitza, z California Institute of Technology, za pomocą 120-centymetrowego teleskopu Samuela-Oschina, znajdującego się w Obserwatorium Palomar niedaleko San Diego. Planetoida ta obserwowana była również przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Wypatrzenie planetoidy zajęło 3 lata. Odkrycie jeszcze raz zweryfikowano przez obserwatorium Tenagra w Arizonie.

Otrzymała ona najpierw oznaczenie prowizoryczne 2003 VB12.

Horoskop odkrycia planety:

Sedna znajduje się w najzimniejszych rewirach naszego Układu Słonecznego. Jest prawdopodobnie ogromną kulą lodu, czerwoną ze względu na substancje chemiczne w niej zawarte. Przez 72 lata będzie blisko Ziemi, by potem przez kolejne 11 000 przemierzać najodleglejsze krainy dostępnego nam świadomie kosmosu. Po raz ostatni Sedna była tak blisko Nas w czasie epoki lodowcowej.

Jeden z przedstawicieli NASA powiedział: „ kolejny raz Sedna odwiedza Nas, świat może ponownie stać się zupełnie nowy .”

Astrolodzy analizujący wpływ tej planetoidy, uważają że niesie ona z sobą czas ofiary. Moim zdaniem to symbol, mówiący o odnowieniu. O sile która mimo tego że świat nas nie chce, potrafi stworzyć coś całkowicie alternatywnego. Coś zapełniającego do tej pory pustą przestrzeń, zapomnianą lub niewykorzystaną. Dając życie wielu nowym formom na przetrwanie, egzystencje , kreację czy wyraz.

Tak właśnie rozumiem jej zaistnienie w horoskopie natalnym.  Przy czym nie uwzględniam tu tylko twarde aspekty. Ponieważ jest to bardzo subtelna energia, i trzeba mieć predyspozycje by w ogóle mogła się zaznaczyć.

Efemerydy Sedny:

23.10.1950 – 23Ar44′
27.11.1951 – 23Ar51′
31.12.1952 – 24Ar05′
04.02.1954 – 24Ar30′
11.03.1955 – 25Ar06′
14.04.1956 – 25Ar49′
19.05.1957 – 26Ar32′
23.06.1958 – 27Ar11′
28.07.1959 – 27Ar40′
31.08.1960 – 27Ar58′
05.10.1961 – 28Ar08′
09.11.1962 – 28Ar15′
14.12.1963 – 28Ar26′
17.01.1965 – 28Ar46′
21.02.1966 – 29Ar18′
28.03.1967 – 29Ar59′
01.05.1968 – 00Ta46′
05.06.1969 – 01Ta32′
10.07.1970 – 02Ta11′
14.08.1971 – 02Ta39′
17.09.1972 – 02Ta56′
22.10.1973 – 03Ta06′
26.11.1974 – 03Ta15′
31.12.1975 – 03Ta30′
03.02.1977 – 03Ta57′
10.03.1978 – 04Ta35′
14.04.1979 – 05Ta23′
18.05.1980 – 06Ta14′
22.06.1981 – 07Ta01′
27.07.1982 – 07Ta39′
31.08.1983 – 08Ta06′
04.10.1984 – 08Ta22′
08.11.1985 – 08Ta33′
13.12.1986 – 08Ta45′
17.01.1988 – 09Ta06′
20.02.1989 – 09Ta40′
27.03.1990 – 10Ta26′
01.05.1991 – 11Ta19′
04.06.1992 – 12Ta13′
09.07.1993 – 13Ta02′
13.08.1994 – 13Ta40′
17.09.1995 – 14Ta05′
21.10.1996 – 14Ta21′
25.11.1997 – 14Ta33′
30.12.1998 – 14Ta50′
03.02.2000 – 15Ta17′
09.03.2001 – 15Ta58′
13.04.2002 – 16Ta51′
18.05.2003 – 17Ta49′
21.06.2004 – 18Ta46′

Na razie nie określono jej astrologicznego symboli.